Dziś w naszej kuchni
pyszny sernik.
Uwielbiam go, więc nauczyłam się go piec, żeby nie musieć czekać do jakiegoś rodzinnego święta.
Nie będę taka i się z wami podzielę przepisem.
Zdjęcia też są, z góry proszę o wybaczenie, że takie, ale przyszli i mi zjedli zanim zdążyłam pstryknąć fotkę całego.

Składniki:
1kg twarogu waniliowego – takiego już mielonego w kubełku
250 g masła lub margaryny (cała kostka)
250 g cukru
4 żółtka
1 budyń waniliowy lub śmietankowy
łyżeczka proszku do pieczenia (jak będzie trochę więcej nikomu nic się nie stanie)
szczypta soli ( o której wiecznie zapominam, więc chyba niewielka szkoda)
Duże opakowanie herbatników
Trochę masła lub oleju
można, ale nie trzeba: brzoskwinie z puszki, albo rodzynki (fuj) itp itd co kto lubi
A teraz jak to się robi:
Masło albo margarynę (ja dodaję margarynę bo mi żal kostki masła
), miksować z cukrem i żółtkami. Jak się połączą w gładką masę dodajemy sobie proszek do pieczenia i budyń.
Znowu trochę puszczamy w ruch mikser.
Jak się wszytsko ładnie wymiesza zaczynamy dodawać twaróg, tak łyżka po łyżce, na nie za szybkich obrotach.
Jak się wszytko ładnie wymiesza, możemy dosypać rodzynek (osobiście FUJ), ja dodałam kawałki brzoskwini z puszki (wszelkie owoce mieszamy z masą już łyżką, nie mikserem).
Teraz przechodzimy do robienia spodu.
Aha, w tzw międzyczasie można już nastawić piekarnik na 180-200 stopni, i wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Ja mam dużą okrągłą blachę, co nie przeszkadza w robieniu sernika w innym kształcie.
No to jak wspominałam, robimy spód.
Herbatniki kruszymy na okruchy (małe i duże) w foliowej torebce, dodajemy do nich masło (ja mam lenia i nie chce mi się męczyć z masłem i dolewam trochę oleju) i mieszamy sobie wszytko, tak, żeby okruchy się ze soba połączyły. Tak wykonane dzieło przesypujemy na blachę i mamy spód.
Na to wylewamy naszą masę sernikową.
Wsadzamy do piekarnika i pieczemy.
Pieczemy na pewno 1h a potem trzeba patrzeć i sprawdzać czy się nie przypala nic. Bo raz piecze się krócej a raz dłużej. Raz zajęło mi to 1h i 15 minut a ostatnio niemal 2 h.
Podobno w termoobiegu 180stopni i godzina. Nie robiłam tak, więc nie wiem.
I to wszytko.
Jak się zrobi, to sernik wyjęty z piekarnika może się trochę ruszać
. Zostawiamy, niech ostygnie.
Jak ostygnie to najlepiej włożyć go do lodówki i zacząć jeść na dzień następny. Jak dacie radę. Ciepły jest niesmaczny wg mnie.
To cała magia.
aha…najfajniej by było, jakby po upieczeniu serniczek został jeszcze z 15 minut w otwartym piekarniku – już wyłączonym oczywista sprawa.
Wsio.
Smacznego
