agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum kategorii ‘po ślubie :)’

Z serii zrób to sam – kuchnia nie gryzie pyszne krokiety :)

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 18 maj, 2009

Jak to czasmi bywa trzeba zrobić obiad.

Oczywiście czasmi można zrobić coś innego niż kotlety schabowe lub naleśniki :P , i nie żeby mój mąż jadał tylko te dwie potrawy heh.

Dziś przepis na pyszne krokiety.
Można je zrobić z różnymi farszami. Ja dziś zrobiłam z kapustą kiszoną i pieczarkami, ale w gruncie rzeczy można je robić z mięsem mielonym, z kurczakiem i warzywami, z samymi warzywami i tak dalej i tak dalej.

Krokiety z kapustą kiszoną i pieczarkami

składniki na ok 10-12 krokietów (to co zostanie można spokojnie zamrozić).

bułka tarta
2 jajka

ciasto:

mąka (2 szklanki)
1-2 jajka
mleko
woda
łyżeczka proszku do pieczenia
sól
pieprz
chilly zmielone (takie w proszku)
szczypiorek

Czyli najzwyklejsze w świecie ciasto naleśnikowe z dodatkami.
Smażymy naleśniki (najlepiej nie na zbyt dużej patelni).
1

Farsz:

30 dkg kapusty kiszonej
3 bardzo duże lub z 6-8 małych pieczarek (piszę dużych bo ja kupiłam pieczarki giganty)
sól i pieprz

Kapustę siekami, kroimy w kostkę pieczarki i dusimy jakiś czas. Najlepiej by było gdyby kapysta z pieczarkami dusiły sie ok 1 godziny bo wtedy robi sie miekka, ale jak poddusi się 20 minut też nic się nie stanie.

Kiedy i naleśniki i farsz mamy gotowe przystępujemy do działania.

Bułkę tartą sypiemy na jeden talerzyk, jajka (roztrzepane) na drugi talerzyk.
3
Na naleśnik kładziemy farsz, zawijamy go :
3 mój piękny obrazek pokazuje jak zawinąć krokiecika, zawijamy część 1, potem zaginamy na nią część 2 i na końcu nakładamy(dowijamy) część 3. Heh chyba mniej więcej jasne:P.

Taki twór obtaczamy w jajku dokładnie i w bułce tartej.
Żeby naleśnik mniej więcej do siebie się kleił, można przed położeniem farszu posmarować go jajkiem też.

Kiedy już wszytkie krokiety będą gotowe, kładziemy je na patelnię z olejem i podsmażamy aż będą brązowe.
2 foto krokietów nieusmażonych …. ale nie zdązyłam zrobić zdjęcia już gotowych.
Zajadamy z np keczupem a do popicia pyszny barszczyk Winiary. :) .

smacznego :)

Opublikowany w kucharzenie, po ślubie :) | Zostaw Komentarz »

nie lubię ludzi…no bywa

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 2 marzec, 2009

Wiecie co? Ja nie lubię ludzi. Wogóle.

Są wyjątki oraz tacy których toleruję. Ogólnie rzecz biorąc nie lubię ludzi.

Ja nie każę nikomu mnie lubić. Broń boshe.Siebie pewnie też bym nie lubiła. Ale ja oświadczam publicznie, że ludzi nie lubię.

Chyba najbardziej wkurzające, denerwujące i przyprawiające o mdłości sytuacje mamy z innymi osobnikami naszego gatunku.
Kolejki w sklepach bo się jakaś/jakiś zastanawia pół godziny czy kupić 5 plasterków sera czy 2,5 tego i 2,5 tamtego; albo kiedy idzie się spokojnie ulicą a ktoś cię popchnie i nie powie przepraszam – co z tego, że właśnie wpadło się w głęboka kałużę itp…Sytuacji jest milion pięćset sto dziewięćset.

A “najlepsze” są w pracy.
Czy wy wiecie, że osoba odpowiedzialna za sprzątanie i podawanie jedzenia w miejscu gdzie pracuję uważa się za pępek świata i wg niej placówka egzystuje tylko i wyłącznie dzięki jej pieprz… :) .
Wiecie, żeby ta osoba, nazwijmy ją X była sympatyczna czy coś w ten deseń to może takie jej widzimisie można by było brać z przymróżeniem oka…ale co ty. Wstrętny babsztyl, który w d…ma wszytkich w koło, i który nikogo nie szanuje – nawet do szefowej zwraca się po imieniu. A powiedz jej żeby coś zrobiła, przyniosła, napisała, podpisała itp 3 dni łażenia i proszenia.
Ja z tym skończyłam, nie będę dawać wredocie satysfakcji latania za nią. Jak dla mnie mogłaby już nie wracać do pracy i wtedy każdy by odetchnął ….

Albo taka sytuacja: zbieranie kasy na czyjeś urodziny/imieniny w firmie. Składam się i owszem. Jak mam to dam, taką małpą nie jestem. Ale słuchajcie, przychodzi mi taka jedna i mówi: 10 zł i rękę wyciąga.
No zatkało mnie. Co 10zł pytam się. A ona: 10zł na urodziny/imieniny pani Y. Niestety nie miałam przy sobie takich wielkich pieniędzy, więc mówię, żeby przyszła potem.
Wiecie…zanim ja dojdę do bankomatu to mija pół roku. Obok nie mam, bankomaty są dalej niż mi się chce iść a w sklepach mogę kartą płacić więc mi to dynda czy mam gotówkę przy sobie.
I tak mi kobieta przyłaziła codziennie przez kilka dni i 10zł, 10 zł , 10zł….no myślałam, że gorączki białej dostanę. Nie idzie mi o fakt, że się upominała – mówiłam, że dam, moje lenistwo, że po kasę mi się nie chciało dygać, ale o fakt w jaki sposób to robiła. No jakby jej się należało i jakbym ja koniecznie musiała dać te pieniądze bo inaczej będzie okropnie źle. W końcu jakoś dopełzłam do bankomatu (swoją drogą ludzie…XXI wiek, w centrum mam miliard bankomatów, a u mnie na osiedlu jakoś nie mogą zainstalować nawet połowy…) i dałam jej ten upragniony majątek.Nawet dziękuję nie usłyszałam.

Ciekawe czy dla mnie też będą latać i zbierać kasę na moje urodziny.
A pani X nie dam na urodziny nawet 1zł bo jej nie trawię. Krew mnie zalewa jak widzę tą bezczelną babę. A zwolnić się jej nie da…co za pech.

Pozatym ludzie są dwulicowi. Bo jak ktoś coś chce odemnie czy od kogokolwiek to są mili jak miodzio. A jak już nie chcą to zmieniają się w jakieś monstra dziwne.

:) nie lubię ludzi :) :) pchają się, są niegrzeczni, źle wychowani, nie potrafią mówić pełnymi zdaniami a jak już coś mówią to po polskiemu i nie wiadomo jak ich zrozumieć, nie sprzątają kup po psach i na chodniku sobie te kupy leżą i czekają aż się w nie wejdzie, krzyczą, chuliganią, brudzą, brzydko pachną ( co to dezodorantu i mydeł nie ma w sklepach??), są niesympatyczni, niedobrzy, wstrętni, dwulicowi jak nie trzylicowi, nic nie wiedzą, nie potrafią nic napisać albo wypełnić i trzeba to za nich robić (w imię: zrób to sam będzie wtedy dobrze zrobione albo kazał pan zrobił sam), plotkują bezczelnie, nie myślą, albo za dużo myślą i tymi myślami obarczają nas – normalnych ludzi, za dużo się chwalą (bo co mnie przepraszam obchodzi, że dzieci pani X {tak tej X} wysyłają ja na wczasy albo że była tu i tam….no co to mnie obchodzi, ani ja z nią po imieniu nie jestem {jeszcze czego} ani ja jej znajoma ani przyjaciółka {bllleeeee}), i na dodatek myślą, że wszytsko im wolno a tak nie jest.

I takich ludzi nie lubię.

Siebie lubię. Innych też. Ale wiekszości nie. Bo są denewrujący i najchętniej z byle powodu by do gardeł skakali.

:)

princess_sp

Opublikowany w coś i nic, myślę więc jestem..., po ślubie :) | Zostaw Komentarz »

gorączka POŚlubna czyli wywody młodej żony cz.14

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 15 styczeń, 2009

będę marudzić.

Taki mam dzień.

Jest brzydko, pada, chlupie w butach, słońca nie widać chociaż by się człowiek skichał.

I przez to wszytko bierze się we mnie dołek, chardra czy jakby to inaczej nazwać.

W pracy ciężki tydzień. Nawet nie, żeby moja praca była ciężka, szef mnie gnębił lub pracownicy byli okropni. Nie. Jest nawet na odwrót. Praca lekka, szef jest marzeniem każdego pracownika….co do reszty zatrudnionych można się spierać, ale żyć się da.
Ale tydzień był ciężki. Ja która od matematyki trzymam się z daleka, baaaardzo dalekiego daleka, musiałam liczyć, przeliczać, podliczać i obliczać jakieś głupoty, które potem idą w świat dalej. Niby po co komu wiadomość ile w moim miejscu pracy było dni przepracowanych przez wszytkich a ile wolnych, i po jaką cholerę komuś wiadomość ile z tych dni wolnych (nie liczymy oczywiście sobót, niedziel i świąt) było dni urlopowych i chorobowych…i żeby było piękniej, po jaką komu informacja rozdzielająca wszytkie powyższe dni na ilość dni ogółem a ilość dni przepracowanych przez dajmy na to pracowników fizycznych.
Robota głupiego. Bez sensu. I po co to komu? Chyba po to, żeby zawracac innym głowę takimi pasjonującymi liczbami.
A niech bóg ma w opiece tego komu wyszło czegoś za dużo lub za mało…zaraz jest telefon z gus i już chcą na teraz nowe, lepsze wyniki.
I pewnie liczyć trzeba znowu.
Grrrr…. Ale dałam radę, przeliczyłam wszystko od góry do dołu, z dołu do góry, ślęczałam nad katami pracy i innymi papierami…żeby było weselej z gorączką i czymś podobnym do grypy.

Łiiiii…..

A żeby tego było mało, mój pies zaczął znowu wariować.
Weterynarz nr 1 mówi: sterylizacja, ale na początek proponuję tabletki uspakajające. Weterynarz nr 2 mówi: tabletki i owszem, ale sterylizacja może nie pomóc. To co??? Ja mam biednego psa facerować lekami, po których wesoły, żywy pies wygląda jak zombie?
No i w sobotę jedziemy zrobić jej badania krwii bo oprócz rozrabiania coś jej jest.
I smutno mi bo to moje maleństwo kochane i z 30 kg schudło w miesiąc 5 kg (marzenia każdego na diecie ;) ).

I jest mi smutno z innego powodu też, ale nie chce mi się o tym pisać i o drugim powodzie też nie będę na razie nic pisać.
I nie chodzi tu o pieniądze ani o rzeczy przyziemne.

Bardziej o miłość, romantyzm, uczucie a w drugim powodzie o brak.
Dwie różne rzeczy, od razu mówię.

I brakuje mi przyjacół. Nie podoba mi się umawianie się na kawę z kalendarzem w ręku. Kiedyś było to bardziej proste.

I brakuje mi też głupich gadek i wygłupów i jachtów i lata.
I czami mi przychodzi dużo innych rzeczy i czasmi chciałabym wiedzieć i wyjaśnić inne sprawy.
I głupio się rozczuliłam.

A tak na marginesie pozdrawiam załogę jachtów ;) .
I Paddy :) , i Jajo :P (ty wiesz no nie ;) ) i Rafa i całą załogę BOLS.

Od razu mi się humor poprawił

Pomarudziłam.

Może mi trochę lepiej.

Poszłabym na drinka.

Opublikowany w coś i nic, po ślubie :) | Zostaw Komentarz »