Wiecie co? Ja nie lubię ludzi. Wogóle.
Są wyjątki oraz tacy których toleruję. Ogólnie rzecz biorąc nie lubię ludzi.
Ja nie każę nikomu mnie lubić. Broń boshe.Siebie pewnie też bym nie lubiła. Ale ja oświadczam publicznie, że ludzi nie lubię.
Chyba najbardziej wkurzające, denerwujące i przyprawiające o mdłości sytuacje mamy z innymi osobnikami naszego gatunku.
Kolejki w sklepach bo się jakaś/jakiś zastanawia pół godziny czy kupić 5 plasterków sera czy 2,5 tego i 2,5 tamtego; albo kiedy idzie się spokojnie ulicą a ktoś cię popchnie i nie powie przepraszam – co z tego, że właśnie wpadło się w głęboka kałużę itp…Sytuacji jest milion pięćset sto dziewięćset.
A “najlepsze” są w pracy.
Czy wy wiecie, że osoba odpowiedzialna za sprzątanie i podawanie jedzenia w miejscu gdzie pracuję uważa się za pępek świata i wg niej placówka egzystuje tylko i wyłącznie dzięki jej pieprz…
.
Wiecie, żeby ta osoba, nazwijmy ją X była sympatyczna czy coś w ten deseń to może takie jej widzimisie można by było brać z przymróżeniem oka…ale co ty. Wstrętny babsztyl, który w d…ma wszytkich w koło, i który nikogo nie szanuje – nawet do szefowej zwraca się po imieniu. A powiedz jej żeby coś zrobiła, przyniosła, napisała, podpisała itp 3 dni łażenia i proszenia.
Ja z tym skończyłam, nie będę dawać wredocie satysfakcji latania za nią. Jak dla mnie mogłaby już nie wracać do pracy i wtedy każdy by odetchnął ….
Albo taka sytuacja: zbieranie kasy na czyjeś urodziny/imieniny w firmie. Składam się i owszem. Jak mam to dam, taką małpą nie jestem. Ale słuchajcie, przychodzi mi taka jedna i mówi: 10 zł i rękę wyciąga.
No zatkało mnie. Co 10zł pytam się. A ona: 10zł na urodziny/imieniny pani Y. Niestety nie miałam przy sobie takich wielkich pieniędzy, więc mówię, żeby przyszła potem.
Wiecie…zanim ja dojdę do bankomatu to mija pół roku. Obok nie mam, bankomaty są dalej niż mi się chce iść a w sklepach mogę kartą płacić więc mi to dynda czy mam gotówkę przy sobie.
I tak mi kobieta przyłaziła codziennie przez kilka dni i 10zł, 10 zł , 10zł….no myślałam, że gorączki białej dostanę. Nie idzie mi o fakt, że się upominała – mówiłam, że dam, moje lenistwo, że po kasę mi się nie chciało dygać, ale o fakt w jaki sposób to robiła. No jakby jej się należało i jakbym ja koniecznie musiała dać te pieniądze bo inaczej będzie okropnie źle. W końcu jakoś dopełzłam do bankomatu (swoją drogą ludzie…XXI wiek, w centrum mam miliard bankomatów, a u mnie na osiedlu jakoś nie mogą zainstalować nawet połowy…) i dałam jej ten upragniony majątek.Nawet dziękuję nie usłyszałam.
Ciekawe czy dla mnie też będą latać i zbierać kasę na moje urodziny.
A pani X nie dam na urodziny nawet 1zł bo jej nie trawię. Krew mnie zalewa jak widzę tą bezczelną babę. A zwolnić się jej nie da…co za pech.
Pozatym ludzie są dwulicowi. Bo jak ktoś coś chce odemnie czy od kogokolwiek to są mili jak miodzio. A jak już nie chcą to zmieniają się w jakieś monstra dziwne.
nie lubię ludzi
:) pchają się, są niegrzeczni, źle wychowani, nie potrafią mówić pełnymi zdaniami a jak już coś mówią to po polskiemu i nie wiadomo jak ich zrozumieć, nie sprzątają kup po psach i na chodniku sobie te kupy leżą i czekają aż się w nie wejdzie, krzyczą, chuliganią, brudzą, brzydko pachną ( co to dezodorantu i mydeł nie ma w sklepach??), są niesympatyczni, niedobrzy, wstrętni, dwulicowi jak nie trzylicowi, nic nie wiedzą, nie potrafią nic napisać albo wypełnić i trzeba to za nich robić (w imię: zrób to sam będzie wtedy dobrze zrobione albo kazał pan zrobił sam), plotkują bezczelnie, nie myślą, albo za dużo myślą i tymi myślami obarczają nas – normalnych ludzi, za dużo się chwalą (bo co mnie przepraszam obchodzi, że dzieci pani X {tak tej X} wysyłają ja na wczasy albo że była tu i tam….no co to mnie obchodzi, ani ja z nią po imieniu nie jestem {jeszcze czego} ani ja jej znajoma ani przyjaciółka {bllleeeee}), i na dodatek myślą, że wszytsko im wolno a tak nie jest.
I takich ludzi nie lubię.
Siebie lubię. Innych też. Ale wiekszości nie. Bo są denewrujący i najchętniej z byle powodu by do gardeł skakali.

