Hmmm… częśc 13…pechowa?
Bo jakoś i tak dziś nie jest mi do śmiechu niestety.
Święta święta, krzyczą o nich wszędzie. Wystawy napchane świątecznie wyglądającym towarem, ludzie zaganiani z wielkimi siatami zakupów…ahh te święta.
Nie żebym ja miała coś przeciwko. Broń boshe…ale dziś jestem zdenerwowana, zrezygnowana i ogólnie mam zły humor.
Właśnie dziś musieliśmy zajrzeć na konta ile mamy kasy, bo trzeba było kupić resztę prezentów dla rodzinki.
I co ujrzały nasze piękne oczęta? 240zł.
I to wszystko. Nic więcej, na szczęście nic mniej. Ale daaaaa…. 240zł. A dziś którego mamy? 20.12.08…moja wypłata dopiero 29.12. normalnie machnęłabym ręką…ale dziś? Kiedy w planach było kilka prezentów do kupienia…
Wściekłam się. Taką bezradną wściekłością, i na nikogo konkretnego, bo nie ma tu winnych ubytku pieniędzy.
No chyba że obwiniać wszelakie instytuacje, które w grudniu mają czelność przysyłać rachunki.
A jeszcze bardziej te które swoje papiery przysyłają co jakiś czas…i akurat podwójny rachunek za gaz, prąd, raty za kredyt (ahhh ten remont…)i inne takie tam, trzeba było zapłacić w grudniu. Jakby styczeń był zły. Nie wiem co takiego złego jest w styczniu, mniej wydatków jest, i nowy rok, i świeży miesiąc…to nieeee… grudzień sobie wybrali.
A przecież to powinien być radosny miesiąc…a nie miesiąc moli w portfelach. W moim się właśnie zagościły.
Nienawidzę takich sytauacji, kiedy idę ulicą i widzę na wystawie BUTY, albo SPODNIE albo BLUZKĘ…i nie zwykłe buty tylko te BUTY i nie te spodnie ale te SPODNIE itp… a tu figa. Człowiek sobie myśli: trzeba zapłacić czynsz, rachunki za komórki za kablówkę a w tym miesiącu pewnie jeszcze prąd…i BLUZKA odchodzi w zapomnienie.
Jak piękne były te chwile kiedy zarobione pieniądze przeznaczało się na swoje własne zachcianki, jak za nic nie było się odpowiedzialnym, można było sobie wydawać ile się chciało i na co się chciało, bez myśli: trzeba zrobić zakupy bo nie ma nic na obiad.
Brrrrr….
Marzymy sobie o niezależności i co? Kiedy jesteśmy na swoim, zaczynają się swoje problemy, opłaty i zakupy za które my musimy zapłacić. Gdzie tu sprawiedliwość.
Nie mam pojęcia jak żyją rodziny z dwójką dzieci i 2.000zł na koncie na cały miesiąc. Nie wiem. Zielonego, błękitnego i czerwonego w paski pojęcia nie mam.
Podziwiam. Bo nic innego nie mogę powiedzieć.
Prezenty kupiliśmy. A jak. Trzeba było. Tylko teraz na koncie mam 100zł. A do wypłaty tydzień. Bosko.
Chyba trzeba fajki rzucić…i tak nie mam za co ich kupić.
Grrrrr…. i taki będzie tego komentarz.
hmmm…ehhhhhhhhh….pieniądze szczęścia nie dają…ale dobrze je mieć. Zresztą…pieniądze rzecz zdobyta, raz są raz ich nie ma…. Pocieszam się :]
