agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum kategorii ‘czytanko’

gorączka POŚlubna czyli wywody młodej żony cz.13

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 20 grudzień, 2008

Hmmm… częśc 13…pechowa?

Bo jakoś i tak dziś nie jest mi do śmiechu niestety.

Święta święta, krzyczą o nich wszędzie. Wystawy napchane świątecznie wyglądającym towarem, ludzie zaganiani z wielkimi siatami zakupów…ahh te święta.

Nie żebym ja miała coś przeciwko. Broń boshe…ale dziś jestem zdenerwowana, zrezygnowana i ogólnie mam zły humor.

Właśnie dziś musieliśmy zajrzeć na konta ile mamy kasy, bo trzeba było kupić resztę prezentów dla rodzinki.
I co ujrzały nasze piękne oczęta? 240zł.
I to wszystko. Nic więcej, na szczęście nic mniej. Ale daaaaa…. 240zł. A dziś którego mamy? 20.12.08…moja wypłata dopiero 29.12. normalnie machnęłabym ręką…ale dziś? Kiedy w planach było kilka prezentów do kupienia…

Wściekłam się. Taką bezradną wściekłością, i na nikogo konkretnego, bo nie ma tu winnych ubytku pieniędzy.
No chyba że obwiniać wszelakie instytuacje, które w grudniu mają czelność przysyłać rachunki.
A jeszcze bardziej te które swoje papiery przysyłają co jakiś czas…i akurat podwójny rachunek za gaz, prąd, raty za kredyt (ahhh ten remont…)i inne takie tam, trzeba było zapłacić w grudniu. Jakby styczeń był zły. Nie wiem co takiego złego jest w styczniu, mniej wydatków jest, i nowy rok, i świeży miesiąc…to nieeee… grudzień sobie wybrali.

A przecież to powinien być radosny miesiąc…a nie miesiąc moli w portfelach. W moim się właśnie zagościły.
Nienawidzę takich sytauacji, kiedy idę ulicą i widzę na wystawie BUTY, albo SPODNIE albo BLUZKĘ…i nie zwykłe buty tylko te BUTY i nie te spodnie ale te SPODNIE itp… a tu figa. Człowiek sobie myśli: trzeba zapłacić czynsz, rachunki za komórki za kablówkę a w tym miesiącu pewnie jeszcze prąd…i BLUZKA odchodzi w zapomnienie.

Jak piękne były te chwile kiedy zarobione pieniądze przeznaczało się na swoje własne zachcianki, jak za nic nie było się odpowiedzialnym, można było sobie wydawać ile się chciało i na co się chciało, bez myśli: trzeba zrobić zakupy bo nie ma nic na obiad.
Brrrrr….

Marzymy sobie o niezależności i co? Kiedy jesteśmy na swoim, zaczynają się swoje problemy, opłaty i zakupy za które my musimy zapłacić. Gdzie tu sprawiedliwość.

Nie mam pojęcia jak żyją rodziny z dwójką dzieci i 2.000zł na koncie na cały miesiąc. Nie wiem. Zielonego, błękitnego i czerwonego w paski pojęcia nie mam.
Podziwiam. Bo nic innego nie mogę powiedzieć.

Prezenty kupiliśmy. A jak. Trzeba było. Tylko teraz na koncie mam 100zł. A do wypłaty tydzień. Bosko.
Chyba trzeba fajki rzucić…i tak nie mam za co ich kupić.

Grrrrr…. i taki będzie tego komentarz.

hmmm…ehhhhhhhhh….pieniądze szczęścia nie dają…ale dobrze je mieć. Zresztą…pieniądze rzecz zdobyta, raz są raz ich nie ma…. Pocieszam się :]

Opublikowany w coś i nic, czytanko, po ślubie :), ślub | Komentarzy: 2 »

Joanna Chmielewska jest the best

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 7 lipiec, 2008

Pisałam o Cobenie, którego książki UWIELBIAM i mogę je czytać w kółko… i napiszę o Joannie Chmielewskiej, naszej rodzimej pisarce.

Jej książki są genialne.

Będę tłumaczyć dlaczego ;) dalej.

Na sam początek bibliografia (wcale nie skromna), skopiowana ze strony autorki( www.chmielewska.pl)

(Nie)Boszczyk mąż
2/3 sukcesu
Autobiografia I
Autobiografia tom 1 – “Dzieciństwo”
Autobiografia, tom 6 – Stare próchno
Autobiografia, tom czwarty, Trzecia młodość
Autobiografia, tom drugi, Pierwsza młodość
Autobiografia, tom piąty, Wieczna młodość
Autobiografia,tom trzeci, Druga młodość
Babski motyw
Babski motyw Boczne drogi
Bułgarski bloczek
Bułgarski bloczek
Całe zdanie nieboszczyka
Depozyt
Depozyt – dodruk w nowej szacie graficznej
Drugi wątek
Drugi wątek
Duża polka
Duża polka
Dwie głowy i jedna noga
Dzikie białko Dzikie białko
Florencja, córka Diabła
Harpie
Hazard
Jak wytrzymać z mężczyzną
Jak wytrzymać ze sobą nawzajem
Jak wytrzymać ze współczesną kobietą
Jeden kierunek ruchu
Klin
Kocie worki
Kocie worki
Krętka Blada
Krokodyl z kraju Karoliny
Krokodyl z Kraju Karoliny
Krowa niebiańska
Krowa niebiańska
Książka poniekąd kucharska
Las Pafnucego
Lesio
Lesio
Lądowanie w Garwolinie
Mnie zabić
Najstarsza prawnuczka
Najstarsza prawnuczka
Nawiedzony dom
Nawiedzony dom
Pafnucy
Pech
Przeklęta bariera
Romans wszech czasów
Romans wszechczasów
Rzeź bezkręgowców
Skarby
Studnie przodków
Szajka bez końca
Szajka bez końca
Tajemnica
Traktat o odchudzaniu
Trudny trup
Trudny trup
Upiorny legat
Większy kawałek świata
Wielki Diament I
Wielki Diament II
Wielki diament t. I
Wielki diament t. II
Wielkie zasługi
Wszelki wypadek
Wszyscy jesteśmy podejrzani
Wszystko czerwone
Wyścigi
Zapalniczka
Zbieg okoliczności
Zwyczajne życie
Złota mucha
Ślepe szczęście

Przeczytałam niemal każdą z tych pozycji (trudu ze zdobyciem książek nie miałam i nie mam, bo moja mama dziko i namiętnie kolekcjonuje dzieła J.Chmielewskiej), każda książka jest wciągająca i zabawna.

Niemal na każdej płakałam ze śmiechu i ludzie w autobusie głupi się na mnie patrzyli (co zrobić ;) ).
Każda książka jest o czymś innym, ale każdą coś łączy: zabójstwo, kradzież, miłość, przyjaźń… niby o tym samym pisane, a o czymś innym.
Największymi plusami są tajemnice, zagmatwania i wielka, olbrzymia dawka humoru.
Kto czytał wie o czym piszę, kto nie czytał niech leci i kupuje i NATYCHMIAST czyta, a jak przecyzta jedną to polci po drugą, trzecią i dziesiątą.

Ja polecam “Całe zdanie nieboszczyka”, czytałam to chyba milion razy i będę czytać następny milion, i za każdym razem będę śmiać się w tych samych momentach…
“- Żyjesz?!
W dudniącym głosie brzmiało coś jakby życzliwe zainteresowanie i stwierdziłam, że nie jest to głos szefa.
- Nie, umarłam! – odwrzasnęłam wzgardliwie.
Z czarnego otworu dobiegło cienkie pokwikiwanie, które mnie nieco zaintrygowało, po czym znów odezwał się obcy głos.
- Ty się nie wygłupiaj! – zaryczał ostrzegawczo. – Bo nie dostaniesz jeść! Jak kto umrze, to mu nie dajemy!
- Co ty powiesz?! – zdziwiłam się gromko. – Myślałam, że mu pchacie na siłę!”


“- Hej, tyyy!… Żyjesz?!!
- Nie mów do mnie „hej, ty”! – ryknęłam w odpowiedzi z niesmakiem. – Bo ci nie będę odpowiadać!
- To nie dostaniesz jeść!
- To umrę z głodu i wtedy szef cię pobłogosławi!
- To jak mam mówić?!
W chrapliwym ryku brzmiało żywe zaciekawienie.
- Mów do mnie „wasza eminencjo”! Moja prababka znała jedną hrabinę i ja nie jestem byle kto! Świń ze mną nie pasłeś!”


“- Hej, ty! – zaryczał cieć nazajutrz.
Nie odzywałam się celem udowodnienia siły charakteru.
- Hej, ty! – ryczał głośniej. – Wasza eminencjo!!! Żyjesz?!!!
Na eminencję mogłam odpowiedzieć.
- Coś ty! – wrzasnęłam. – Ja umarłam już trzy dni temu!
- To dlaczego mówisz? – zachrypiał ciekawie, pokwiczawszy przedtem z wyraźną uciechą.
- To nie ja mówię! To mój duch!. Dziś o północy przyjdzie cię straszyć!
- Dlaczego mnie?! Strasz sobie szefa!
- Przecież go nie ma!
- Ale wróci! Za tydzień wraca! Możesz poczekać na niego, nie?!
- Dobrze, zrobię to dla ciebie! Zacznę od szefa!…
W trakcie konwersacji wyciągnął koszyk i stwierdził brak dzbanka.
- Hej, ty!!! – ryknął okropnie.
Konsekwentnie milczałam.
- Hej, ty!!! Do diabła!!! Odezwij się!!! Gdzie dzbanek ?!!!
Milczałam nadal.
- Do ciężkiej cholery!!! Do stu piorunów!!! Wasza eminencjo!!!
- Czego? – zawyłam ponuro.”

Resztę sobie przeczytajcie ;) bo na prawdę warto….

Opublikowany w coś i nic, czytanko | 1 komentarz »