agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum kategorii ‘coś i nic’

pracy szukam…czyli jak to jest bez doświadczenia tuż po studiach część 2

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 12 maj, 2009

Z tego co widzę jednak ktoś czyta moje wypociny heh i nawet dodaje komentarze.
Widzę też że dość często odwiedzany jest temat “pracy szukam…czyli jak to jest bez doświadczenia tuż po studiach”. Niestety ciągle aktualny i nutrujący problem.
Minął już ponad rok od napisania w/w art. i nic się na rynku pracy nie zmieniło…no może tylko dodano nowe nazwy zawodów.

Jestem jedną z tych zadowolonych osób, które pracę znalazły. Oczywiście kompletnie nie związaną z kierunkiem na jakim studiowałam, i moimi zainteresowaniami, ale pracę mam. Było to coś całkowicie nowego, nieznanego mi i kiedyś nawet myślałam, że ogromnie skomplikowanego.
Całe moje piękne szczęście, że moja szefowa wiedziała o moim kompletnym braku wiedzy dotyczącym spraw kadrowych i nie dość, że mnie zatrudniła to jeszcze nauczyła niemal wszytkiego.
Teraz od czasu do czasu przeglądam strony z pracą, bo jakby nie patrzeć pół etatu to nie jest nic olbrzymiego i coś następnego na pół etatu by się przydało.

I co też moje piękne oczęta, widzą: “Asystent Sprzedaży”, “Doradca Finansowy”- i to na 2 strony ogłoszeń, “Doradca Mobilny” “Specjalista ds. Sprzedaży”, “Manager Sprzedaży”, “Mobilny Doradca Finansowy” – cała jedna strona ogłoszeń, “Przedstawiciel Handlowy” – 2 strony ogłoszeń, i nowa nazwa PRESELLER (a dla tych co nie wiedzą to jest to przedstawiciel handlowy, krórego zadaniem jest zbieranie zamówień z punktów
handlowych (dokonanie przesprzedaży)) oraz “Commercial Manager” (Głównym celem stanowiska jest pozyskiwanie nowych klientów zainteresowanych usługami Agencji Pracy i nawiązywanie z nimi długofalowych relacji, opieka i utrzymywanie pozytywnych relacji ze stałymi klientami firmy – to jakby ktoś nie wiedział czym znajmuje się Commercial Manager).

Nie ma nic kompletnie innego. Sami handlowcy, którzy wcale lekkiej i przyjemnej pracy z klientami nie mają. Wiem, bo moja koleżanka jest kimś takim. Nie dość, że szef każe wyrabiać im dziennie 200% normy a bez tego nie ma premii, to jeszcze potrafi nakrzyczeć za nie takie spodnie, nie pozwolić iść na zwolnienie lekarskie, a ja nie wspominam o klientach, którzy nie zawsze są mili i płacący za towary.
Z drugiej strony moja kuzynka jest przedstawicielem handlowym w firmie medycznej i bardzo sobie pracę chwali. Jest zadowolona z pracy, ludzi, pieniędzy. No ale pracuje od rana do wieczora.
ps. jest z wykształcenia historykiem sztuki.

Tak wogóle to jak pięknie nadal brzmią nazwy zawodów. Jak miło byłoby powiedzieć, że jest się menagerem prawda? Tylko, że taki menager wcale nie zajmuje się “menagerowaniem” tylko sprzedażą bardzo potrzebnych rzeczy.

Moja koleżanka szuka pracy od grudnia, a jest maj. Nie ma nic. Jako handlowiec i menager sprzedaży już nie chce pracować, bo nie raz już to robiła a po Panoramie firm już jej przeszło. Ogólnie traktowanie ludzi, atmosfera i cała reszta zadziałała bardzo, ale to bardzo zniechęcająco.

Od razu się zastrzegam, że możliwe, że nie każdy pracodawca związany z handlem jest pijawką wysysającą życie i zdrowie z pracowników. Są podobno tacy, którzy tego nie robią.

A co do doświadczenia to nadal nic się nie zmieniło. 10 języków, 3 lata doświadczenia i najlepiej 5 kierunków studiów skończonych i na dodatek najlepiej student ale nie studiów zaocznych i nie dziennych. Masło maślane.

Ja życzę każdemu kto szuka pracy, takiego szefa jakiego ja mam. Takiego, który nauczy, nie krzyczy, jest sympatyczny i zawsze pomoże i nawet poleci dalej :) . Mnie polecił dalej i mam już dwie robótki. 1/2 i 1/4 etatu, od września następna. A praca łatwa i przyjemna, no czasmi nudnawa. I nie każy szef jest taki jak mój ale jeśli komuś zależy na specjaliście i jeśli można pokazać że nie damy sobie dmuchać w kaszę to jest OK. Też tak zrobiłam. Musiałam.

Powodzenia :)

Opublikowany w artykuły, coś i nic, komentarze | Zostaw Komentarz »

Jak poradzić sobie z psem cz.4

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 4 marzec, 2009

Dziś jest pierwszy dzień kiedy to mój pies nie ruszł absolutnie niczego w domu pod moją/naszą nieobecność.

Nie będę skakać jeszcze z zachwytu bo zastosowałam sposoby zaspezpiecznia zawartości szafek/szuflad/lodówki/zmywarki/drzwi przed ciekawością Tequilli.

Ale działa ;) .

Forma wychodzenia i przychodzenia do domu jest niezmienna. Ignor psa i tyle.
Szybko się uspakaja i można po 5 minutach ją spokojnie przywołać i dać smakołyk.
Goście też mają nakaz ignorowania psa i pies po pewnym czasie (już dużo krótszym niż kiedyś) spokojnie kładzie się na swoje miejsce lub pod stołem.
Trochę spokojniejsza jest też w samochodzie. Nie biega w każdą stronę i nie piszczy, ale też nie położy się ani nie siądzie spokojnie jak człowiek ;) .\
Nadal widać, że jazda samochodem nie jest dla niej komfortowa. No ale nie wymiotuje jak jedzie, to jest plus (zresztą robiła to może przez pierwsze 1-2 m-ce).
Jednak sposób opisany w książce nie jest wygodny….

“Kiedy wsiedliśmy do samochodu państwo Cleethorpe usiedli z przodu, ja za nimi, a Blackie usadowił się tuż za mną, z tyłu samochodu. Wielu właścicieli – moim zdaniem niesłusznie – pozwala swoim psom na dużą swobodę ruchu w samochodzie. Państwo Cleethorpe nie popełniali tego błędu i w swoim kombi wyznaczyli specjalne miejsce dla psa, które od reszty pasażerów oddzielała specjalna przegroda. Trzymałam Blackie na smyczy, jeden z jej końców przełożyłam przez otwór w przegrodzie i w ten sposób miałam kontrolę nad psem.
Kiedy pan Cleethorpe włączył silnik nie odzywałam się do psa i starałam się siedzieć bardzo spokojnie. Kiedy ruszyliśmy, przełożyłam rękę przez przegrodę i położyłam ją na karku psa. Kiedy Blackie próbował się podnieść, bardzo delikatnie przycisnęłam dłonią jego kark. Pies nie stawiał żadnego oporu i położył się.”
(fragment pochodzi z ksiązki “Zapomniany język psów” Jan Fennel – POLECAM)


Bardzo niewygodnie jest trzymać rękę na karku psa jak się jedzie z przodu a pies jest na tylnim siedzeniu. Probowałam. Mój pies nie tylko nie położył się, ale mi ręka zdrętwiała…a Tequilla nie lubi jak ktoś z nią z tyłu jedzie – cała się trzęsie…więc trzeba poczekać, może sama się uspokoi jak będziemy częściej jeździć samochodem za jakiś czas na działkę.

A teraz moje sposoby na psa pt “Jak przekonac psa że szafki nie są dla niej”:
Z lodówki wykręciłam rączki.
Drzwi są pozamykane na klucz.
A co do szafek, szuflad i maszyny do naczyć….hehhe… rączki i uchwyt do maszyny posmarowałam musztardą. Podziałało. Pies tego nie rusza.
Medotę stosuję od jakiegoś tygodnia. Na razie jeszcze ją zostawię tak jak jest, a za kilka dni przestanę smarować wszytkie uchwyty potem już żadnych i zobaczymy czy podziałało na zawsze.

ps. okropnie trudno zmywa się zaschniętą musztardę z uchwytów….

Co do spacerów, to na długie spacerki pies nadal ma smycz ok 6-10 metrową. Kiedy biega nie jest już naciągnięta.
Na spacerach też mniej już ciągnie. :) .

Mąż psa omało o zawał nie przyprawił, kiedy puścił ją niedawno samopas a ona miała go głęboko gdzieś i biegała jak szaleniec. Zawołał ją kilka razy, a kiedy ta nie reagowała schował jej się za dużym samochodem.
Pies stanął, zaczął wąchać i wpadł w panikę. W tym chowaniu się trzeba być szybkim i sprawnym bo pies szybko kuma gdzie jesteśmy. Tutaj to są udało.
Mój mąż przywołał psa do siebie i już nie nawiewała.
Następnym razem jak mu zwiała po prostu poszedł do domu a pies kiedy się skapnął, że go nie ma w te pędy była juz przy nim.
Coraz mniej jest takich problemów.
Podobno już do niego przychodzi aczkolwiek baaardzo niechętnie :) .

ps. pies już na mnie łapy nie kładzie, chyba przestała mnie traktować jak swoje dziecko, które wymaga opieki.
Za to po sterylizacji zrobiła sie okropnym przytulakiem. Chodzi i się przytula.
Kto ma psa wie, że pies przychodzi się przytulać. Pieszczoch okropny teraz jest.

Głaszczemy ją po karku bo to oznaka naszej wyższości nad nią, a jej to zupełnie nie przeszkadza bo najwyraźniej to lubi :) .

pies-i-kon

ten “duży pies” nie za bardzo chciał pobiegać z Tequilla ;)

11troszkę się zaplątała :)

21

a tak wygada wybiegany pies :)

Opublikowany w coś i nic, piesio | 1 komentarz »

nie lubię ludzi…no bywa

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 2 marzec, 2009

Wiecie co? Ja nie lubię ludzi. Wogóle.

Są wyjątki oraz tacy których toleruję. Ogólnie rzecz biorąc nie lubię ludzi.

Ja nie każę nikomu mnie lubić. Broń boshe.Siebie pewnie też bym nie lubiła. Ale ja oświadczam publicznie, że ludzi nie lubię.

Chyba najbardziej wkurzające, denerwujące i przyprawiające o mdłości sytuacje mamy z innymi osobnikami naszego gatunku.
Kolejki w sklepach bo się jakaś/jakiś zastanawia pół godziny czy kupić 5 plasterków sera czy 2,5 tego i 2,5 tamtego; albo kiedy idzie się spokojnie ulicą a ktoś cię popchnie i nie powie przepraszam – co z tego, że właśnie wpadło się w głęboka kałużę itp…Sytuacji jest milion pięćset sto dziewięćset.

A “najlepsze” są w pracy.
Czy wy wiecie, że osoba odpowiedzialna za sprzątanie i podawanie jedzenia w miejscu gdzie pracuję uważa się za pępek świata i wg niej placówka egzystuje tylko i wyłącznie dzięki jej pieprz… :) .
Wiecie, żeby ta osoba, nazwijmy ją X była sympatyczna czy coś w ten deseń to może takie jej widzimisie można by było brać z przymróżeniem oka…ale co ty. Wstrętny babsztyl, który w d…ma wszytkich w koło, i który nikogo nie szanuje – nawet do szefowej zwraca się po imieniu. A powiedz jej żeby coś zrobiła, przyniosła, napisała, podpisała itp 3 dni łażenia i proszenia.
Ja z tym skończyłam, nie będę dawać wredocie satysfakcji latania za nią. Jak dla mnie mogłaby już nie wracać do pracy i wtedy każdy by odetchnął ….

Albo taka sytuacja: zbieranie kasy na czyjeś urodziny/imieniny w firmie. Składam się i owszem. Jak mam to dam, taką małpą nie jestem. Ale słuchajcie, przychodzi mi taka jedna i mówi: 10 zł i rękę wyciąga.
No zatkało mnie. Co 10zł pytam się. A ona: 10zł na urodziny/imieniny pani Y. Niestety nie miałam przy sobie takich wielkich pieniędzy, więc mówię, żeby przyszła potem.
Wiecie…zanim ja dojdę do bankomatu to mija pół roku. Obok nie mam, bankomaty są dalej niż mi się chce iść a w sklepach mogę kartą płacić więc mi to dynda czy mam gotówkę przy sobie.
I tak mi kobieta przyłaziła codziennie przez kilka dni i 10zł, 10 zł , 10zł….no myślałam, że gorączki białej dostanę. Nie idzie mi o fakt, że się upominała – mówiłam, że dam, moje lenistwo, że po kasę mi się nie chciało dygać, ale o fakt w jaki sposób to robiła. No jakby jej się należało i jakbym ja koniecznie musiała dać te pieniądze bo inaczej będzie okropnie źle. W końcu jakoś dopełzłam do bankomatu (swoją drogą ludzie…XXI wiek, w centrum mam miliard bankomatów, a u mnie na osiedlu jakoś nie mogą zainstalować nawet połowy…) i dałam jej ten upragniony majątek.Nawet dziękuję nie usłyszałam.

Ciekawe czy dla mnie też będą latać i zbierać kasę na moje urodziny.
A pani X nie dam na urodziny nawet 1zł bo jej nie trawię. Krew mnie zalewa jak widzę tą bezczelną babę. A zwolnić się jej nie da…co za pech.

Pozatym ludzie są dwulicowi. Bo jak ktoś coś chce odemnie czy od kogokolwiek to są mili jak miodzio. A jak już nie chcą to zmieniają się w jakieś monstra dziwne.

:) nie lubię ludzi :) :) pchają się, są niegrzeczni, źle wychowani, nie potrafią mówić pełnymi zdaniami a jak już coś mówią to po polskiemu i nie wiadomo jak ich zrozumieć, nie sprzątają kup po psach i na chodniku sobie te kupy leżą i czekają aż się w nie wejdzie, krzyczą, chuliganią, brudzą, brzydko pachną ( co to dezodorantu i mydeł nie ma w sklepach??), są niesympatyczni, niedobrzy, wstrętni, dwulicowi jak nie trzylicowi, nic nie wiedzą, nie potrafią nic napisać albo wypełnić i trzeba to za nich robić (w imię: zrób to sam będzie wtedy dobrze zrobione albo kazał pan zrobił sam), plotkują bezczelnie, nie myślą, albo za dużo myślą i tymi myślami obarczają nas – normalnych ludzi, za dużo się chwalą (bo co mnie przepraszam obchodzi, że dzieci pani X {tak tej X} wysyłają ja na wczasy albo że była tu i tam….no co to mnie obchodzi, ani ja z nią po imieniu nie jestem {jeszcze czego} ani ja jej znajoma ani przyjaciółka {bllleeeee}), i na dodatek myślą, że wszytsko im wolno a tak nie jest.

I takich ludzi nie lubię.

Siebie lubię. Innych też. Ale wiekszości nie. Bo są denewrujący i najchętniej z byle powodu by do gardeł skakali.

:)

princess_sp

Opublikowany w coś i nic, myślę więc jestem..., po ślubie :) | Zostaw Komentarz »