najdurniejsze pytanie świata – kiedy wreszcie będzie dziecko…
Posted by kozlowskagnieszka w dniu 5 Marzec, 2010
wiem….wiem, że mnóstwo kobiet ma z tym problem, że pewnie tak jak ja przeżywają każde niepowodzenie, każdy głupi test….ale od początku…
Staramy się o dzidziusia. Już niemal 2 lata…. niemal 2 lata testów ciążowych (bo może się udało), niemal 2 lata nadziei kiedy miesiączka spóźnia się chociażby jeden dzień, niemal 2 lata wyszukiwania u siebie objawów wskazujących, że tak udało się!
Ja wiem, że wiele kobiet ma ten sam problem. Doskonale o tym wiem, ale jakoś w moim otoczeniu nie widzę nikogo z tym okrutnym problemem niemożności zajścia w ciążę.
Gdzie się nie spojrzę – znajoma w ciąży, koleżanka z dzieckiem…opowiadają o usg, o ruchach dzidziusia, o uśmiechu kiedy się urodzi….a ja nie mogę tego słuchać.
Oczywiście…2 lata nie dużo, będzie dobrze….i takie tam ciągle słyszę.
Taaak….tabletki które biorę działają na mnie chyba w niemalże każdy negatywny sposób w jaki tylko mogą, to co w ulotce jest opisane jako działania niepożądane – proszę mam je: uderzenia gorąca, bóle głowy, zaburzenia widzenia, zmęczenie i takie tam…no ale czego się nie robi prawda?
Tysiące badań które …. wychodzą dobrze o dziwo….ciągłe wizyty u ginekologa, i te durne głupie pytania: kiedy wy wreszcie będziecie mieli dziecko? Mam czasami ochotę wykrzyczeć im, żeby dali mi święty spokój i sami sobie robili dzieci jak mają ochotę.
Czy oni myślą, że my nie chcemy dziecka? Mój mąż mówi: będzie dobrze kiedy od czasu do czasu łapie mnie tak niemożliwy do opisania ból i ryczę mu w mankiet.
I tak nie wie o tym, że takie “od czasu do czasu” mam częściej, przecież i tak nie usłyszy jak szlocham pod prysznicem po następnej dawce cudownych wiadomości od znajomych….
Ja mam czasami dość, i leków, i badań i testów i tego wszytkiego…a najśmieszniejsze, że jakby nie patrzeć to dopiero początek tej niewygodnej drogi do posiadania dziecka….
no chyba, że się uda wreszcie i następne moje łzy, to będą łzy szczęścia….niedługo wizyta u gina….buuu
….
Oficjalnie jestem popsuta.
Mój ginekolog powiedział, że wyczerpał możliwości teraz kolej na klinikę leczenia bezpłodności….nie tego spodziewałam się wczoraj usłyszeć. Miałam nadzieję na chociaż pół dobrej wiadomości. Za miast tego siedziałam w tym gabinecie i jej słuchałam jak zombie.
I co z tego, że wyniki badania krwii są ok, co z tego że w tamtym miesiącu to przeklęte jajeczko było, skoro w tym go nie ma…
Dostałam skierowanie na to okropne badanie drożności jajników i adresy do kliniki leczenia bezpłodności.
Nie takie informacje chce usłyszeć 27-letnia kobieta starająca się o dziecko.
Mój mąż uparł się, że pójdzie ze mną do ginekologa bo chciał usłyszeć co pani doktor ma do powiedzenia…to usłyszał.
Jechaliśmy do domu w całkowitym milczeniu…wiem, że jemu też jest ciężko, tylko, że on nie jest popsuty. On może mieć dzieci bez problemu. Ja nie.
Czuję się pusta, bezbronna i całkowicie oszołomiona tym wszystkim. Jest mi bardzo źle.
Mam wrażenie, że moje serce znowu zaczyna pękać…:(
