znowu marudzenie i skóra węża
Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 3 wrzesień, 2009
Zmieniamy się. Z roku na rok, z dnia na dzień…zmieniamy się, i nie chodzi mi o zmiany fizyczne ale o psychiczne.
Zmieniamy przyzwyczajenia, myśli, humor, smak…wszytko. Zupełnie jak węże które zrzucają swoja skórę, my zrzucamy to kim jesteśmy by stać się kimś innym. Czy to mądrzejszym, sprytniejszym czy bardziej lub mniej otwartym na świat.
Właśnie znalazłam coś co pisałam dobrych kilka lat temu…dokładnie 8 lat temu, kiedy byłam 18-19 latką.
Plik nazywa się “Charakterystyka mnie wykonana przeze mnie samą:Pisana dnia: 10.09.2001; 05.11.2001″….najwidoczniej między przerwami na imprezy i wypady (!!) nudziło mi się.
A teraz żeby pokazać o co mi chodzi kilka punktów z mojej charakterystki pisanej przez samą siebie:
“Urocza Kochana Kochliwa Zwariowana Pełna pomysłów Rewelacyjna Wysoka (171 cm wzrostu) Zakręcona (na wszystkie strony) Cudowna Sexowna Pomysłowa Z wybujałą fantazją ( o i to, jaką!!!! Pewnie teraz znowu coś „fantazjuję”) Pozytywnie patrząca na świat Gaduła Mądrala Nie cierpię przegrywać Szalona ( i to, jak) ( ale nikt do mnie nie mówi: prrry szalona! I bardzo dobrze, bo to było by dość dziwne, gdyby ktoś chciał żebym przestała) Przyjacielska Cierpliwa tylko dla niektórych (wybranych) Okropnie niecierpliwa dla całej reszty świata…”
To tylko kawałek z mojego peanu na swoją cześć….ale czytając to uświadomiłam sobie jedno: jak dużo miałam wtedy pewności siebie, jak kochałam wszytko co robię, jak cieszyłam się każdym dniem jak wariat, jak uważałam siebie za kogoś pięknego ba nawet sexownego.
A teraz jakoś mi to przeszło. Przestałam pozytywnie patrzeć na świat, dowiedziałam się, że nie można być optymistą, lepiej chyba zostac pesymistą i ewentualnie cieszyć się z tego co się uda, bo napalanie się na jakąś rzecz, sprawę, która potem nie wypala nie ma sensu. Po co robić sobie niepotrzebną nadzieję?
Zwariowana, rewelacyjna, zakręcona to też byłam kiedyś. Wyrosła mi blokada, która nie pozwala na szaleństwa które wyprawiałam kiedyś…nawet jak sobie pomyślę, co ja kiedyś wyrabiałam to doskonale wiem, że teraz nawet połowy bym sie nie podjęła.Ze strachu czy z powodu pt “co sobie ktoś pomyśli” (a jeszcze niedawno miałam to bardzo głęboko gdzieś co ktoś sobie pomyśli na mój temat – ważne że ja wiem co ja i najbliźsi mi ludzie myślą).
A teraz największy bum- uważałam siebie za ładną – sexowną. Wielki stek bzdrur w tym momencie, bo ja siebie nie uważam ani za ładną ani za sexowną. Bardziej za myszę która gdzieś tam istnieje, której się nie widzi bo po co skoro nie chce być zauważona…no tak mam męża który przynajmniej mówi że wcale tak nie jest, że jestem piękna *(ale co on może innego mówić??). Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się chociażby ładna, nie wspominając o byciu sexowną. Nie lubię patrzeć w lustro, bo zawsze widzę nie to czego bym oczekiwała…. A kiedyś było tak pięknie….
“Nie obejdę się bez ( i uważam, że świat bez tych rzeczy byłby do dupy): muzyki, przedstawienia „HAIR”, kina, moich przyjaciół, wygłupów, książek, horrorów, dużych psów, chłopaków, piwa, whisky z colą, coca-coli, komputera, Internetu, Techno, walkmana i discmana, lustra, ciuchów, (chociaż bez nich było by ciekawiej i…zimniej), czatów, głupich obrazków, kawałów, wkurzania ludzi, jachtów, morza, drzew, stodoły z siankiem, kwiatów, trawy (bez kupek), szybkich samochodów i sprawnych autobusów, biletu miesięcznego, kumpli z samochodami, aparatu fotograficznego i zdjęć, życzeń urodzinowych (i co tu ukrywać) prezentów, świąt Bożego Narodzenia, gorących imprez, DJ-i, słońca, plaży, wina, szampana, angielskiego, (gdy ktoś go nie zna) i bez (no teraz już nie przychodzi mi nic do głowy…) O! Już wiem bez tych z punktu wyżej…, Bez Metallicy, punktu G, oranżady, herbaty malinowej, Alcazelcera, nocy, dużych kubków na kawę i herbatkę, kawy z mlekiem i cukrem, landrynek, ciasta typu babka i sernika, czarnego zielonego żółtego białego i czerwonego koloru, zegarka, komórki i SMS-ów, cheepandailsów, Kubusia Puchatka i całego stumilowego lasu, basów, gry na gitarze perkusji saksofonie skrzypcach” ….pewne rzeczy wywaliłam bo heh jeszcze mój mąż przeczyta i będzie głupio….
Bez takich głupot nie mogłam się obejść…ludzie.
… jak ja bym chciała znowu się bez nich nie móc obejść.
Takie miłe, wariackie “odetkane” życie, bez martwienia się o to, że nie ma kasy, że pada, że pies coś rozwali, że trzeba zrobić obiad, że test znowu ma tylko jedną kreskę, że znowu trzeba zapłacić ratę, że trzeba iść do pracy, że nie można sobie kupić spodni bo są za drogie…
Bo jakoś mi jest ciężko…i nie wiem jak sobie z tym poradzić. A wrócić w przeszłość się nie da, żeby podkraść chociaż troszkę tej wariackiej energii którą się miało.
Pobiegać po plaży, pogadać z patykiem, porozrabiać w pubie i potańczyć na stole
.
I tak człowiek się z biegiem lat zmienia. Nie jest już dzieckiem i chyba nic z dziecka w nim nie zostaje.
Stajemy sie poważni, zabiegani, zapatrzeni w przyszłość.
Taka kolej rzeczy.
