agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum z luty, 2009

Jak poradzić sobie z psem cz.3

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 24 luty, 2009

Chyba coś ruszyło w psie.

Stała się jakby spokojniejsza i szybciej się wycisza.

Ciągle coś w domu po moim powrocie jest zjedzone lub wyciągnięte ale już nie w takim stopniu jak kiedyś.
Plusem jest także to, że jak wyjdę z domu Tequilla już za mną nie piszczy i nie szwęda się po mieszkaniu tylko leży sobie spokojnie.

Jeszcze trochę i zasluży na nowe posłanie a my odzyskamy dywanik :) … może nowego legowiska nie zje i nie wypruje z niego wszytkiego jak z ostatnim.

Ignorowanie jej przez znajomych kiedy do nas przychodzą też działa.
W sobotę pies zobaczył kto przyszedł, powąchał i zajął się sobą a nie bieganiem koło gości i denerwowaniem ich.
No ale przed ich przyjściem zostali poinformowani jak mają się zachowywać :) .
Niestety na spacerze nadal ciągnie i chce iść pierwsza, myślę, że dopuki nie skuma, że jeśli tak się zachowuje nie ma szans na bieganie samopas nowa kilkumetrowa smycz zdaje egzamin.
Pies może szaleć a my mamy ją nadal na smyczy.

dscf5074
pies nareszcie mógł rozprostować nogi po 2 tyg chodzenia tylko na siusiu.

dscf5132
z 10 minut baraszkowała sobie w śniegu – bezpłatna kąpiel :P

dscf5154
zawiarała też całkiem nowe znajomości ;)

Jak widać Tequilla nie zdziadziała po sterylizacji, uspokoiła się trochę a na pamiątkę ma tylko bliznę (ktore na szczęście nie rusza).

No ale jeszcze długa droga przed nami.

Swoją drogą chciałabym dorwać osoby, ktore miały ją przed nami i sprawić ten sam łomot co sprawili jej. Nie dojdę nigdy do tego jak można lać małego pieska….mam nadzieję, że im się to kiedyś odbije bokiem.

Opublikowany w Bez kategorii, piesio | 1 komentarz »

Jak poradzić sobie z psem cz.2

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 19 luty, 2009

Już kilka dni staram się wprowadzać rady z książki w czyn.

Trzymam się wskazówek jak nigdy, w końcu zależy mi na moim psie i na spokoju w domu.

Czy zauważyłam jakieś zmiany? Wydaje mi się, że i owszem, ale nie będę skakać z radości dopuki nie wrócę do domu i nic nie będzie ruszone.

Plusem jest to, że moja lodówka już stoi nietknięta…możliwe, że przyczyną jest wykręcenie rączek do otwierania i Tequilla nie może jej sobie otworzyć. Istnieje taka możliwość.
Szuflady też zostawiła na razie w spokoju. Zabrała się za szafkę z talerzami – ale tutaj akurat nie ma co zbroić bo chyba jej się widok nie spodobał.
Niestety naczynia w zmywarce wiecznie wylizane i kubki na jej posłaniu królują jak wracam po pracy. Tak na marginesie na prawdę ciężko jest zmywarkę otworzyć i nie wiem po co jej tyle zachodu…

Plusem jest to, że jak wracam i stosuję się do zasady: nie krzyczeć, nie karać i nie zwracać uwagi na psa oraz do zasady “5 minut” moja sunia szybko się uspakaja. Nie biega wokół mnie, nie przynosi mi już zabawek i nie skacze na mnie. Cieszy się, że jestem i idzie na swoje posłanie (które od jakiegoś czasu zastępuje jej dywanik bo swoje nowe, piękne i wygodne legowisko podarła….chyba jej się nie widziało. Cóż, dopuki się nie uspokoi nie dostanie nowego).

Na spacerach jeszcze jako takiej poprawy nie widzę. Nadal chce iść pierwsza, ale jeśli zatrzymam się to i ona musi przystopować, więc chyba coś do niej dochodzi bo troszkę spokojniej idzie…niestety odbija jej na podwórku bo jest nie wybiegana… Całe szczęście, że niedługo idziemy na zdjęcie szwów, wtedy długie spacery do lasu murowane bo ją rozsadza.

Przyzwyczaiła się także do tego, że to ja pierwsza wchodzę do domu a nie ona. Czeka przed drzwiami aż ja wejdę.
Siedzi także przed kuchnią (ew.leży sobie kontemplując widoki i zapachy), wchodzi tylko jak ją zawołam lub jak jemy obiad….staram sie to wyeliminować bo kręci się okrutnie.

Śmiać mi się chce natomiast jak pies na mnie patrzy jak jem z jej miski.

Ogólnie mam jednak wrażenie, że troszkę się uspokoiła.
Jednak nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. Jeszcze dużo pracy przed nami.

p26-01-09_1409znalazła sobie nową miejscówkę pod stołem…śmiesznie wygląda jak wpełza niczym chomik pod spód…

Opublikowany w piesio | Zostaw Komentarz »

Jak poradzić sobie z psem cz.1

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 16 luty, 2009

Nie dość, że ględze o byciu żoną to będę jeszcze ględzić o psie.

Tak, mam psa. Piękną suczkę. Mix huskiego z (najpewniej) owczarkiem niemieckim, więc można sobie wyobrazić, że niezłe z niej ziółko.

Pies wabi się Tequilla, ma 1,5roku i jest wstreciuch niemożliwy.

imgp3426
to jakby co właśnie mój pies.

Zacznę od początku, żeby nie zaczynać od środka i powiem o co kaman.

Pies przybył do nas w grudniu 2007 roku i miał już (podobno) 3m-ce i tyle o niej wiem. Nie wzięliśmy jej ze schroniska, tylko z ogłoszenia.
Jak na szczeniaka to nie zachowywała się tak: 3 dni spędziła pod krzesłem kompletnie wystraszona i całkowicie nie szczeniakowa – szczeniaki zachowują się jak po trawie ;) wariują, skaczą, biegają itp.
Tequilla do takich nie należała. Nawet na dwór z 2 piętra z tydzień musialam klopasa 10kg nosić bo nie chciała chodzić po schodach.

Jej charakteker ukazał się po zostawieniu jej samej w domu.
To co zrobiła przeszło moje wyobrażenia….w domu zniszczone było niemal wszytko co znalazło się w jej zasięgu. Tragedia mówię wam.grzeczny-piesek (to tylko minimalne jej możliwości, na tym foto ma z 5m-cy).

Jakby tego było mało, pies bał się ludzi, zwierząt,hałasów, nagłych ruchów itp itd.
Niestety do teraz tak jest.
I o tyle że nie przeszkadza mi jej strach (bo jest mniejszy) to okrutnie przeszkadza mi demolka domu pod naszą nieobecność.
Próbowaliśmy kar, krzyku, dania w dupsko…na nic.
radziliśmy się weterynarzy( nawet dawaliśmy jej tabletki na uspokojenie – taaaa….) i nawet psiego behawiorysty. Każdy radził nam sterylizację.
Zdecydowaliśmy się na nią dopiero niedawno, dokładnie 11 lutego 2009 (jakby co, w marcu w niektorych przychodniach weterynaryjnych sterylizacja jest dużo tańsza, my zapłaciliśmy 200zł zamiast 600zł).

Oczywistym jest fakt, że ot tak demolka jej nie przejdze.
Dlatego piszę.
Będę stosować się do rad autorki książki “Zapomniany język psów” Jan Fennell, polecam  bo czyta się ja szybko, jest dużo przykładów i podobno działa.
Z książki wynika, że mój pies traktuje nasze wyjścia z domu, a niestety w szczególności moje jako wypuszczenie za drzwi małych dzieci. Podobno wygląda to tak, jakby matka wypuściła samopas swoje 2-letnie dziecko z domu i kazano by jej się o nie nie martwić.

Tequilla pozatym traktuje swoją osobę jako Osobnika Alfa (ciekawe, że mojego męża też…a mnie nie – o tym zaraz), a ponieważ pies nie może w domu być kimś takim, trzeba z niej zdjąć ten obowiązek, któremu jak widać nie może podołać.
Mnie mój kochany pies traktuje jak dziecko, kogoś kim trzeba się stale opiekować – przykład: ciągle kładzie na mnie swoją łapę, pysk, chodzi za mną niemalże wszędzie (nie ciągle ale często), jak wychodzę z domu to nie może sobie znaleźć miejsca i popiskuje (nawet jeśli w domu jest mój mąż).

Od chwili przeczytania książki staram się to zmienić. To ja mam być jej “Panem” a nie ona moim. To ja mam się nią zajmować, a nie ona mną i to ja strzegę domu a nie ona.

Od 2 dni zaczęłam.
krokiem pierwszym jest pokazanie, że to ja jestem szefem: kiedy daję jej jedzenie (już nie zostawiam jej pełnej miski, żeby mogła jeść kiedy chce) udaję, że przed podaniem jej żarcia – jem z jej miski. Trzeba to robic tak, żeby pies widział, że autentycznie z niej się je. Dopiero potem jedzenie dostaje ona.
Jeśli w ciągu 15-20 minut nie zje, zabieram miskę. Najlepiej robić to rano i wieczorem. 2x dziennie. Z głodu nie padnie.

Mój pies stara się mnie chronić nawet na podwórku kiedy idziemy na spacer. Jest kilka metrów przedemną – a nie powinna. Ma iść koło mnie. To ja mam sprawdzać czy teren jest OK a nie ona, tak więc jeśli ona ciągnie to ja staję i nie idziemy dalej dopuki ona nie będzie szła obok mnie na luźnej smyczy.
Pomocny wg mnie jest kantarek.
Z książki wynika, że nie należy psa szarpać, krzyczeć na niego itp na spacerze.
Nie robię tego. Natomiast samo wyjście na siusiu zajmuje mi więcej niż 5 minut. Jak na razie.
Dopuki szarpie, wyrywa się przodem itp nie ma szans na spacer. Podobno taka technika pomoże jej to zrozumieć. Jest szarpanie nie ma spaceru.

Teraz wychodzenie i wracanie do domu.

Wychodzę z domu i nie zwracam na psa najmniejszej uwagi. Żadnego mówienia, głaskania, dawania kosteczek czy jedzenia (wiem okropnie trudne to jest). Żadnych tzw teatralnych wyjść.
Dla psa ma być to coś naturalnego. Ja mogę wyjść i wrócic kiedy mam na to ochotę i nie zależy to od niej ale tylko i wyłącznie odemnie.

To samo z powrotami.
Zero uwagi. Nic nie mówię, nie głaszczę nie ma kontaktu wzrokowego.
Nawet jeśli jest znowu balagan i zniszczenia. Nic. Nie krzyczę na psa (podobo wychodzi to tak, że jeśli krzyczymy na psa po powrocie to pies myśli sobie, że coś złego stało się nam jak wyszliśmy, więc za każdym razem jak wychodzimy pies jest zestresowany). (też trudno, bo jak sie nie wściec jak lodówka otwarta i zjedzone niemalże wszytko?).
Wg ksiązki trzeba zastosowac metodę 5 minut.
Wchodzimy do domu. Nie witamy się z psem. dajemu mu czas aby ochłonąć.
Zajmujemy się sobą (w moim przypadku jest to sprzątanie po psie). Psu zajmuje mniej więcej 5 minut aby ochłonął i uspokoił się. Dopiero wtedy wołamy psa po imieniu do siebie, i jesli jeśli już jest spokojny i przyszedł dajemu mu jakiś smakołyk i głaszczemy po karku czy głowie.(Najwrażliwsze “częśći” psa, które pozwala głaskac tylko zaufanym osobom).

Smakołyki muszę zabierać niemalże wszędzie gdzie idę z psem, aby utrwalić jej to co jest dobre.

Na razie tyle robię. Od 2-3 dni. Faktycznie dziś pies jak przyszłam szybko się uspokoił a na spacerze nie ciągnęła już tak mocno. Ale wiem, że to dopiero początek i nie ma co na razie skakać z radości.

Aha…i jak robię coś w kuchni nie pozwalam psu do niej wchodzić. Załapała. Czeka przed kuchnią, albo leży albo siedzi. Też nie zwracałam na nią uwagi i kazałam jej wyjść, jeśli usłuchała mnie dostała kawałek sera.

napiszę co będzie później. I mam nadzieję, że będę mogła bez stresu wracać do domu nie myśląc co musze dziś po niej posprzątać, naprawić itp….

Dziś znowu zajęła się sznurem od domofonu, chciała otworzyć lodowkę (zablokowałam ją, ale rączka jest pogryziona)….zmywarkę otwiera sobie bez trudnu. Szuflady mamy zablokowane jak przed małym dzieckiem i szafkę od kosza na śmieci tez. Każde drzwi pozamykane (nawet te od wc)…a ja tak bym chciała, żeby Tequilla wyluzowała i to wszytsko żeby nie było potrzebne.

Cóż…zobaczymy :) .

ps. żeby nie było, że mój pies to kretyn. Jest bardzo mądra bo sztuczki itp łapie w sekundę….no niestety demoluje dom heh….

Opublikowany w piesio | Otagowane: | Zostaw Komentarz »