Mój pies popełnił dziś okropne, wstretne świętokradztwo….
Wszytskiego mogłam się po niej spodziewać, ale takie coś zakrawa na kpinę i złośliwość psią.
Ja rozumiem, że ona nie lubi sama zostawać w domu. Rozumiem, że może czuć się wtedy samotna, opuszczona i tak dalej i tak dalej.
Nie za bardzo rozumiem niszczenie sprzetów domowych, otwieranie sobie kuchennych szuflad i zajdanie z nich wszytkich ciastek (oszczędziła jedynie czekoladę, której nie lubi), otwieranie sobie drzwi do łazienki i zabawa w rozplątywanie papieru toaletowego….wybaczyłam jej nawet kosmetyczkę z kosmetykami, wybaczyłam jej też otwarcie sobie drzwi do salonu i zjedzenie mojego ślicznego kwiatka….
…Ale to co zrobiła dzisiaj to okropieństwo, wredota i na prawdę….złośliwość w najczystszej postaci…
Otworzyła sobie…a raczej rozsunęła drzwi do szafy…i wyjęła z niej wielkie pudło z moimi torebkami.
Po czym torebki leżały bezbronne i wystraszone w całym niemal mieszkaniu a większość na psim posłaniu.
Jedna straciła rączkę a druga (zielona, piękna torebusia) została obgryziona z “dzyndzelków” na zamek…
Reszta biednych torebek leżała na ziemi, cała w kłakach i … podeptana.
Nie wiem. Nie wiem po prostu jak tak można.
Ma szczęście że butów nie ruszyła bo chyba bym psa w klatce zamknęła….z kieszonkowego mi przecież nie odkupi. Pozatym nie wiem czy byłaby szansa na odkupienie chociaż jednej pary czy torebki.
Bo kupowanie torebek i butów to proces złożony. Wcale nie tak prosty jakby mógłby się wydawać.
Nie wchodzi się ot tak do sklepu i nie mówi : poproszę tą torebkę albo te buty.
To nie tak działa.
To proces który wymaga sprytu, miłości, piękna i tego czegoś co jest w danej sztuce.
Wybór torebki nie jest szybkim impulsem ani zachcianką…to jest miłość. Ja widzę torebkę i wiem, że to ONA. Że własnie ta torebusia będzie moją ukochaną. (Każda z moich torebek jest ukochana i najpiękniejsza).
Na poszukiwaniu torebek spędzam więcej czasu niż na szukaniu butów. Chociaż i one muszą do mnie przemawiać…a przemawia do mnie co 3 para butów. Niestety, lub “stety” dla mojego portfela i mojej szafy, mam szpyrę jak kajak i nie każde buciki na mnie pasują.
Ale torebki … większość na półkach pozostaje kawałkiem materiału lub skóry, nie każda mówi: “zobacz jaka jestem śliczna, piękna, poręczna i pojemna”, nie każda kusi kolorem, dodatkiem lub wielkością.
Proces kupowania torebki zaczyna się od impulsu: czas na nową. Wtedy też zaczynam sobie myśleć jaka teraz będzie paradować na moim ramieniu i nosić niezliczoną ilość pierdół.
Potem przychodzi czas na poszukiwania. Czasami znajdę jakąś szybko a czasmi trwa to miesiąc lub nawet dłużej. Tu nie ma co się śmiać. Jeśli kupię torebkę, która tylko trochę mi się podoba lub jeśli jej czegoś brakuje, to gwarancja jej noszenia jest nikła. Raz czy dwa razy i koniec.
Ale jeśli znajdę TĄ JEDYNĄ to jestem w niebie. (swoją drogą czy w niebie są sklepy z torebkami??).
Mój mąż się ze mnie śmieje jak mówię do butów lub torebki. Czasmi żałuję, że nie można spać w nowej parze pięknych szpilek lub balerin….albo, że przytulanie się podczas snu do miękkiej torebki nie jest wygodne.
