agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum z listopad, 2008

gorączka POŚlubna czyli wywody młodej żony cz.12

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 17 listopad, 2008

Oj działo się ostatnio…. działo się.

Może nie tak jak bym chciała…o czym potem, ale się działo.

Skończyliśmy remont. Nareszcie…ile można było. Faktem jest, że zostały kosmetyczne poprawki, ale parapetówkę już zrobiliśmy. Alkoholowo było, na szczęście następnego remontu nie trzeba robić.

Pokłóciłam się na amen z kimś kto wydawał mi się być przyjacielem, ściślej przyjaciółką. Jak to jest, że nie robiąc nic złego, nie zdradzając tajemnic, broniąc kogoś itp itd można zostać posądzonym o różne rzeczy, potem dowiedzieć się, że nigdy nie było się nikim ważnym w życiu drugiej osoby i na koniec dowiedzieć się, że tak czy siak owa persona nie chce mieć z tobą nic wspólnego?
Cóż. Jeśli nie wiecie to fajnie. Ja już się dowiedziałam.
Nie powiem, bolało. Nie powiem, czuję się obrażona wielce, urażona jeszcze bardziej i cholernie zniechęcona. Na całe szczęście mam kilku dobrych znajomych i wypróbowanych przyjaciół i nie muszę się nikogo prosić o przyjaźń. Nie robiłam tego NIGDY i nie będę NIGDY robić. Jak to się mówi: nie muszę nikogo prosić o przyjaźń. Jak komuś coś nie pasuje to pa. Żadnego zmuszania, gadania i proszenia.

Ale powiem wam coś…przejedzie się ta osoba na tych swoich podobno znajomych i nie będzie miała się potem do kogo zwrócić. A moje drzwi na zawsze zostały zamknięte.
Przynajmniej na teraz.

Zazdroszczę.

Zazdroszczę ludziom którzy mają marzenia i je spełniają.
Właśnie tak sobie patrzyłam na blogi kolegów z podstawówki.
Podróżują. I to nie byle gdzie. W piękne, nieznajome, pełne zapachów, ludzi i przygody miejsca.
Oglądają, fotografują, mają wspomnienia barwne jak motyl, widzieli tyle miejsc i rzeczy.
Jak ja bym tak chciała…a tu ciągle coś.

Pozatym widze mojego męża jak podróżuje ze mna np do wietnamu lub w głębie Afryki.
Zresztą siebie też “widzę”. Jak śpię pod namiotem albo w pokoju bez łazienki. Jak obsiada mnie pełno komarów albo innych orzydliwych stworzeń.

Marudzę wiem. Zazdroszczę. Oczywiście. Bardzo. I odwagi i ochoty i spełniania tego czego się chce.

Moim marzeniem jest wycieczka na Hawaje do All Inclusive gdzie z drinkiem pod palmą mogłabym podziwiać błekit morza i biel fali, a słońce delikatnie pieściłoby moją skórę (teraz biała jak u Śnieżki, a po Hawajach zapewne brązową i pachnącą kokosem).
Jedzenie wszystkich pysznych dań każdej kuchni świata.
Wąchanie przypraw na bazarach i podziwianie tego czego nigdy nie zobaczyłabym tutaj.

Cóż.

Pojadę. Kiedyś.
Jak spłacimy kredyt za remont.
A co.

:)

Opublikowany w myślę więc jestem..., po ślubie :), ślub | Zostaw Komentarz »

gorączka POŚlubna czyli wywody młodej żony cz. 11

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 3 listopad, 2008

Przyszła jesień. Pada. Wieje. Mgliście się zrobiło. Jakoś takoś nie fajnie.

Jak dla mnie zawsze mogło by być lato. Wydaje mi się, że wtedy bardziej chce się żyć i wszytko się dużo lepiej i szybciej udaje.

Ale co ja będę o pogodzie jak stara babcia nawijać. Jeszcze tego by brakowało, żebym o swoich chorobach zaczęła pisać. Babciowy blog by powstał.

Ja tam wolę pisać o tym co się dzieje.
A dzieje się.
Kończymy remont.
Wiem, wiem, nie może być. Ale taka jest prawda.

Dziura jest – ja już nie będę się rozpisywać ile papierów trzeba było donieść i ile załatwiać i chodzić do UM. Ale dziura jest. Sypialnia się tapetuje.

Sufit pięknie wycekolowany i załatany.

Nie mogę się doczekać kiedy siądę na mojej (naszej) nowej kanapie, postawię kawę na moim (naszym) nowym stoliku i przeczytam zawinięta w kocyk nową książkę.
Albo kiedy zaprosimy znajomych i z nimi będziemy na kanapie i fotelach paplać, śmiać się i tak dalej.
Brakuje mi tego. A pogoda domowa się zrobiła, więc w sam raz.

Łazienka skończona jakiś czas temu.
Ale ja wam mówię ile problemów…z głupią łazienką. A najwięcej kłopotów z brodzikiem.
To coś wiecznie przecieka w silikonu ma więcej niż Pamela Anderson w swoim biuście.

A tam remonty….
pogadajmy o ludziach, tak mnie dziś naszło, że większośc okropnie wygląda.
Ja nie mówię, że ja jestem cud świata i kto mnie widzi to w zachwyt popada….ale ludzie…
Czy to problem jest wymyć włosy co 2-3 dni? Ja już nie mówię codziennie. Albo wykąpać się co wieczór?? (ja jestem chora jak idę spać niewykąpana).
Albo ubrać się tak, żeby coś do siebie pasowało, a nie: szara stara spódnica, rajstopy z materiału 2x grubszego niż materiał na kieckę (ja wiem, że zimno się robi, ale nie przesadzajmy), jakaś dziecinna kirtka i buty które nie pasują i nie będą pasowały nigdy i do niczego….

Kasa kasą, ale nawet najbiedniejsi ludzie umieją ubrać się tak, że mucha nie siada.
A ja widzę na ulicy: okropnie pofarbowane włosy które nikomu nie pasują, makijaż taki, że z daleka razi po oczach, brudne paznokcie, brudne włosy, niemiłe zapachy….

LUDZIE. weźcie się w garść a nie…
burzycie mi piękno świata i błekit nieba.
brrr…

Opublikowany w coś i nic, komentarze, po ślubie :) | Zostaw Komentarz »