agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum z lipiec, 2008

letnie malowanie

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 31 lipiec, 2008

Tak się zastanwiałam ostatnio.

wakacje. Słońce przepięknie świeci, wietrzyk wieje ( u mnie, ten fajny chłodnawy od morza), życie jest takie lekkie, przyjemne i leniwe.

Szłam sobie z moim psem na spacer i patrzyłam na ludzi.
Już pomijam fakt panów w sandałach i skarpetkach…albo tych w krótkich spodenkach bez koszulek w centrum miasta…(ja nie piszę o tych, na których sympatycznie popatrzeć ;) ).

Ale zastanawia mnie jedno. Brak kolorów. Nawet nie na ubraniach ale na twarzach.
Nie mężczyzn…bo ci chyba wolą się nie malować. Ale na twarzach kobiet.
Ja wiem, wiem, że jest gorąco i makijaż mógłby sobie spłynąć, ja rozumiem wygrzewanie się na plaży, ale wieczorne spacery, imprezy i plaże pełne są braku kolorów.
Gdzieniegdzie przewinie się dziewczyna/kobieta z błękitem na powiekach…ale to wszytko.
A co z żółtym, lazurowym, różowym, złotym, pięknym fioletem i innymi cudnymi kolarami lata??

Drogie panie, nie bójcie się eksperymentować.
Zapraszam do stoisk Inglota i za 35zł można sprezentować sobie 5-cio kolorową kasetkę z cieniami, które same sobie wybierzemy.
Ja tak zrobiłam. Wybrałam 5 bajecznie i okropnie kolorowych cieni i zaczęłam się bawić.
Trochę żółtego u góry, połowa oka na niebiesko a obok rozgościł się róż…a po śroku kawałek fioletu. Niby dziwnie co nie? Jakoś nie pasuje do siebie…ale…genialnie to wyszło.
Jeszcze do tego wodoodporny tusz do rzęs (sorry ale te nie-wodoodporne się nie liczą dla mnie), który bajecznie wydłuża i przyczernia to co trzeba.
Na buzię delikatny podkład, nie za ciemny nie za jasny, taki w sam raz. I puder.
A żeby wyglądać na bardziej opaloną machnęłam tym pudrem na kości policzkowe, nosek, brodę i trochę na czoło.
Błyszczyk na usta i gotowe.

Kolorowa papuga na oczach, lekka opalenizna na buzi i wywywające spojrzenie długich rzęs.
Wakacyjne, kolorowe jak drinki.

I na pewno zauważalne. Ale nie w złym znaczeniu.

A jak chcemy coś naturalnego z nutką szaleństwa, co nam szkodzi oczy pomalować właśnie pudrem do twarzy i lekko posypać złotym proszkiem, a kreskę na oczach zastąpi cieńka kreseczka kolorowego cienia do powiek. Rzęsy jak u boginii , buzia muśnięta słońcem ;) i jesteśmy gotowe.

Plaża, kluby, sklepy, kafeterie, ulice i wszyscy mężczyźni nasi.
;)

DROGIE KOCHANE PANIE. WIĘCEJ KOLORU. W CIUCHACH, NA GŁOWIE NA TWARZY.
KOLOROWE PASKI, BUTY, KOLCZYKI, SPINKI, GUMKI. JEST LATO NIE ZIMA.

NO TO DO DZIEŁA.

TRZEBA SIĘ POKAZAĆ Z NOWEJ WAKACYJNEJ STRONY.

SKOŃCZYĆ Z TYMI NUDNYMI BRĄZAMI A WEJŚĆ W ŚWIAT SOCZYSTYCH KOLORÓW.

POWODZENIA.

ps. może wy macie jakieś ciekawe pomysły??

Opublikowany w coś i nic, komentarze | Zostaw Komentarz »

35 milionów

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 29 lipiec, 2008

Dziś w lotka można wygrać 35 milionów zł.

Bosko.
Wiecie co można zrobić za 35 milionów? Mnóstwo rzeczy ;) .

Do końca życia możnaby było leżeć do góry brzuchem popijając drinki z palemką na jakiejś plaży.
Można kupic willę z basenem i mnóstwem sprzętu w domu. Z wielkim łożem, łazienką większą niż moje mieszkanie. Z ogrodem (o który dbałby ogrodnik), z kimś kto by ten wielki dom sprzątał i nawet z kucharzem.
Można na pewno część zainwestować w nieruchmości, jakieś obligacje, konta i tym podobne sprawy na których się nie znam.
Mogłabym otworzyć mój wymarzony pub, w którym byłyby kanapy, fotele i dobra muza.
Mogłabym pojechać na wieczną imprezę na Ibizę albo zwiedzić sobie caluteńki świat.
Można też dać coś na cele charytatywne. Trzeba się dzielić przecież.
Mogłabym chodzić na zakupy kiedy tylko mi się wymarzy i nie musiałabym wiecznie patrzeć na cenę, i kupować sobie torebki, buty, ciuchy i kosmetyki bez wyrzytów sumienia.
Mogłabym codziennie jeść łososia.
Spałabym tylko w satynie (ale tej bawełnianej bo na innej się śligam…).
Miałabym mój wymarzony wielki samochód.
I kupiłabym sobie jeszcze jednego…albo jeszcze dwa psy żeby biegały po ogrodzie sobie.
Otworzyłabym jeszcze jedną firmę o której nie będę pisać tutaj bo jeszcze ktoś zgapi mój pomysł :) .( a pomysł jest i dobry i ciekawy i dochodowy).
Spłaciłabym kredyt rodziców i wybudowałabym im wreszcie ten domek na działce nad jeziorem.

Ojjj czego bym ja nie zrobiła….

… ale nie zapomnę w tym wszytkim tutaj pisać, żeby sobie ktoś mógł mnie poczytać.

Spokojnie :)

30.07.2008

2 6 15 25 29 30 <— takie numery wygrały….

… niestety nie było ich na moim kuponie… i tak jakby co dostałabym “tylko” 9 milionów, bo innym trafiły się szczęśliwe liczby. No ale mieć 9 milionów a nie mieć 9 milionów to już 18 milionów ;)

Opublikowany w coś i nic | Zostaw Komentarz »

świat bez mężczyzn…światem idealnym

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 29 lipiec, 2008

Posłuchajcie.

Przeczytałam właśnie artykuł w “Twoim Stylu” (nr8/sierpień/2008). “Świat idealny” – Leszka K.Talko.

Pan pisze o tym, jak to by było cudownie w świecie bez kobiet.

Noszenie ciągle tych samych ciuchów, puby w każdym domu, do niczego nie byliby zmuszani, automaty do wychowywania ich synów…i tak dalej i tym podobne.

“w świecie bez kobiet moda nie miałaby sensu. Faceci do końca życia mogliby paradować w koszulce, w której zagrali wspaniały mecz 20 lat temu. Mogliby pójść tak ubrani na urodziny kolegi, a kolefa naprawdę by się nią zachwycił”. – fragment felietonu.

No ciekawie by było. A na pewno niezbyt czysto i pachnąco.

Skoro mężczyźni marzą o świecie bez kobiet, to może my kobiety pomarzymy o świecie idealnym bez facetów??

Pomyślcie…

Świat bez testosteronu i bez drapania zarostem w nasze delikatne buzie. Życie z opuszczoną deską od wc i bez porozwalanych brudnych skarpetek pod łóżkiem (bo było bliżej).

Mówią, że w świecie kobiet byłyby wieczne walki . Ale niby dlaczego? O co niby miałbyśmy się kłócić, jak facetów nie byłoby na świecie?? Zero zazdrości – bo o kogo? Zero musowego wypiękniania się, żeby Pan spod 3-ki nas zauważył.  Świat bez wojen. Bez obrazy. Bez polityki. Bez wydurniania się po 4-tym piwie. Bez zgryźliwych tekstów kierowanych w naszą stronę.

Ogólnie pieniądze nie byłyby potrzebne. Każda z nas miałaby wszytsko czego zapragnie. Czy to czerwone szpilki od Gucciego czy torebka od Coco-Chanell. Każda z nas mieszkałaby w samoodmalowywującym się mieszkaniu a meble same przestawiałyby się z miejsca na miejsce (jakoś by to kobiety wynalazły sposób na to). Miałbyśmy wszytkie cudne, przestronne apartamenty z wielkimi tarasami, na których stałby stolik z pachnącą kawusią i ciastkami, a obok rósłby sobie bezpiecznie krzaczek maryśki bo byłaby dozwolona … a co..!!
Byłyby osobne pokoje na kosmetyki, inne na buty i torebki i ogromne garderoby.

A co jeśli coś mi się zepsuje? spytacie. Otóż to moje drogie panie, nic by się nie psuło. Rzeczy, które się psują wynaleźli mężczyźni!! TAK kochane. Oni to wynaleźli, żeby móc to potem naprawiać i marudzić przy tym. Zespucie najróżnieszych rzeczy wynaleźli faceci. Przedmioty same się psują, nie zauważyłyście? To taki męski spisek, żeby pokazac nam, kobietom jakie to jesteśmy psuje, i że oni MUSZĄ nam pomóc.
No ale takich sytuacji by nie było. Sprzęt byłby prosty w obsłudze, niepsujący się. A jak by się nam znudził to dostawałybyśmy inny.

Nigdy więcej marudzenia na zakupach. Żadnych krzywych spojrzeń małżonka, kiedy chcemy kupić bluzeczkę z dekoldem, albo wydać 20zł na lakier do paznokci.
Na każdym rogu byłyby automaty do manicure i pedicure.
Do make-upu dodawany byłby wyciag z marichuany i każda chodziłaby w doskonałym humorze.
Żadna z nas nie musiałaby pracować bo i po co, skoro pieniądze nie byłyby potrzebne, a każda z zachcianek byłaby na wyciągnięcie ręki.
Prania też by nie było. Jakby się cos pobrudziło po prostu brałoby się nowe.

Zwierzęta którym grozi wyginięcie teraz, w czasach bez facetów chodziłyby sobie spokojnie wśród nas, zamieszkiwałby swoje lasy i busze. Bo niby która z nas miałaby ochotę lecieć na polowanie na tygrysa czy słonia? No właśnie.

Drogie Panie i nie byłoby miesiączek. O na pewno nie. Już nigdy, przenigdy stresu czy przypadkiem coś mi nie przeciekło, albo stresu: spóźnia mi się kilka dni. Po prostu zero stresu.

Całe życie spędzone na przyjemnościach, radościach, spełnianiu własnych marzeń i zachcianek.
I zawsze byłoby lato. Świeciłoby słońce a co noc na plażach rozdawanoby daromowe drinki i grałaby muzyka.

Cudowne, bezstresowe życie. Zero biegania do domu bo mój mąż/chłopak/narzeczony, wraca do domku i będzie chciał obiad. Nigdy więcej sięgania do kosza na pranie po te brudne, przepocone skarpety i majtki…brrr. Nigdy więcej meczy kiedy chcemy obejrzeć film albo iść na spacer.
Nigdy więcej pytania: “będziemy się dziś kochać?” kiedy nie mamy na to zupełnej ochoty.
Nikt nie zlustrowałby nas tym okropnym wzrokiem jak idziemy ulicą w szpilkach i spódniczce, i żadnych gwizdów i tym podobnych głupich zachowań.

I co z tego, że w domu byłby milion torebek i dwa miliony butów? Ahhhhh…. pięknie by było.

Bajecznie. Bezstresowo. Cudownie.

Na razie (niestety) mamy świat z facetami u boku. I musimy (niestety) słuchać: po co ci ta torebka? ile można wydać na kosmetyki? kobieto! cały dzień pracowałem, nie chce mi się iść na spacer!, teatr? słoneczko….może film akcji w tv? I nikt by nam nie udawadniał codziennie jaki to jest mądry, inteligentny, jak to cudnie prowadzi samochód a kobiety nie….(tutaj przewracam oczyma heh).

I musimy znosić drapanie nieogolonych twarzy z samego rana…

Opublikowany w artykuły, komentarze, myślę więc jestem... | 1 komentarz »