agusia pisze o wszystkim i o niczym …

takie tam moje pisanie … małe felietoniki albo inne “dziwne” rzeczy

Archiwum z czerwiec, 2008

gorączka przedślubna czyli wywody przyszłej panny młodej część V – ostatnia

Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 17 czerwiec, 2008

Zostało kilka dni do WIELKIEGO DNIA heh, masło maślane. Ale fakt pozostaje faktem to już za chwileczkę.

Pytają się ludzie czy się denerwuję? Czy jestem przejęta? Troszkę jestem, ale nie tak jak oni. Istne szaleństwo się zrobiło. Goście którzy będą w kościele i ci zaproszeni na wesele przejmują się ślubem bardziej niż my. Ja nie wiedziałam, że tak można … no broń boże,żeby to było złe.. nie nie..ale śmieszne tak :) .

To już koniec zabawnych rzeczy.

Tydzień temu biegałam zobaczyć jakie są ceny wiązanek ślubnych, i panie w kwiaciarniach mnie dobiły. Na pewno każdy wie, że jak się powie ślub to cena idzie w górę. Tak, tak jest, było i będzie. W kwiaciarniach także. Mówiono mi, że bukiet inaczej się układa, jakieś mikrofony się dodaje (a ja mam na tym bukiecie grać lub śpiewać do niego, że mi mikrofon będą wkładać??), i wogóle caaaałkiem inny bukiet to jest niż normalny. Co ciekawe kiedy chodziłam ze zdjęciem, wcale nie jakiegoś skomplikowanego bukietu, takiego który chciałam bez zbędnych rzeczy typu mikrofon, bo wiązanka miała być skromna, to jedna paniusia w kwiaciarni po prostu mnie rozbawiła : nawet nie spojrzała na zdjęcie i mowi 180zł. Mhmmmm…. Ja do niej: niech pani chociaż zobaczy zdjęcie, bo ten bukiet aż tyle nie kosztuje. Paniusia ledwo zerknęła i mowi: no faktycznie, nie 180zł…170zł będzie kosztować.     NO LUDZIE. Trochę pochodziłam, i znalazłam normalną kwiaciarnię, z normalnymi paniami, które zrobią mi normalny bukiet w normalnej cenie.

To na foto poniżej, to jest mój okropnie skomplikowany ślubny bukiet (będą tylko kremowe róże zamiast różowych).

Bukiet zamówiony, tak jak i bukiety dla rodziców i przypinki dla Pana Młodego i Świadków.

Panieński i Kawalerski się udały. Oj się udały :) . Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Pobawiliśmy się a co się działo na imprezach to niech zostanie słodką tajemnicą bo nie wszytsko każdy musi wiedzieć :P .

Wczoraj byliśmy ustalać menu. Wszytsko poszło sprawnie bez zgrzytów…oprócz jednego. Ubzdurałam sobie winietki na stołach, żeby goście wiedzieli gdzie mają siedzieć i nie było biegu i zajmowania miejsc bo się robi bałagan okropny. A mi zależy żeby najbliższa rodzina siedziała obok nas w tym dniu. Tak na marginesie DO GOŚCI WESELNYCH : kochani, nie biegnijcie na miejsca żeby sobie zająć krzesła i nie siadajcie blisko pary młodej ok? W tym dniu młodym zależy na bliskim kontakcie przy stole z mamą, tatą, rodzeństwem, świadkami, babciami i dziadkami. Proszę o wybaczenie, ale sąsiedctwo kuzynki której się nie widziało od 100 lat albo jakiegoś wujka babci dziadka jest miłe, ale mimo wszytsko …

Wracając do winietek… ja siedziałam nad rozplanowaniem ludzi 3 dni. Nie jest to prosta sprawa. Sami wiecie jak jest w waszych rodzinach i jak się ktoś na coś takiego porywa musi siedzieć i myśleć. To siedziałam i myślałam i… pokazali mi jak będą stać stoły, inaczej się nie da… i muszę siedzieć i myśleć znowu. Tak głupio rozstawionego stołu nie planowałam. Ale coż…damy radę … mam nadzieję.

Teraz najgorsze… POGODA. Od kilku dni: chmury na niebie, jakieś deszcze i burze. Słońce okazjonalnie. HALOOOO coś tu jest nie tak, i to bardzo. BAAARDZO NIE TAK JEST.  Mam nadzieję, że pogoda się zreflektuje i da sobie spokój z takimi wybrykami na mój ślub.

Ogólnie wszytko skończone i dopięte na ostatni guzik. Suknia i garnitur wiszą w szafie. Fryzjerzy i makijażystka umówione. Cała reszta też. Musi być dobrze. Bo jakby inaczej. CAŁY ROK SIĘ SZYKOWALIŚMY.

Dam znać po ślubie jak było ;)

Opublikowany w artykuły, komentarze, ślub | Zostaw Komentarz »