Drogi przyszły pracowniku…
Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu maj 15, 2008
Byłam wczoraj na Targach Pracy, bo przecież nie ma to jak zobaczyć tyle ofert w jednym miejscu i rozdać CV w ręce potencjalnych szefów (bądź kolegów z przyszłej pracy).
Stoisk mnóstwo. Ludzi jeszcze więcej. Pracodawcy zachęcali przyszłych ludzi pracy długopisami, notesikami, uśmiechami i wizjami cudownej pracy w ich firmie. Raj dla poszujującego zatrudnienia.
Jasne…
Chodząc alejakmi i przeciskając się przez tłum spoglądałam sobie na oferty pracy. Nie zaprzeczę, że było ich na prawdę dużo. Nawet baaardzo dużo…ale niestety (albo “stety”) dla: fryzjerów, montażystów, budowlańców, inżynierów, techników - czyli tych którzy uciekli za granicę do “lepszego życia”.
Dla osoby która kończy studia humanistyczne nie było praktycznie nic. Zresztą dla osoby która skończyła reklamę i nowe media, dla kogoś kto skończył grafikę też nic nie było, oraz dla ekonomisty - zero ciekawych ofert pracy.
Wszędzie potrzebują doświadczenia. OK, bardzo chętnie - ale skąd to doświadczenie brać?
Ja wiem, wiem, że pracodawca chce mieć kogoś kto się zna na tym co robi, nie ma ochoty przyuczać nikogo ani ładować pieniędzy w szkolenia. Ja to wszytko wiem… ale może jednak Przyszły Pracodawco warto?
Warto poświęcić trochę czasu dla kogoś takiego, bez doświadczenia, ale z milionem pomysłów, zapałem do pracy i świeżym umysłem? Bo a nóż widelec, taka osoba nie ucieknie Tobie, drogi Przyszły Pracodawco po miesiącu pracy za granicę do mycia garnków?
Inna kwestią jest wynagrodzenie.
Ooo tutaj bywa na prawdę ciekawie. W ofercie napiszą np 2.000zł netto. Bosko. HA!! 2.000zł netto, jak można się potem dowiedzeć na rozmowie dostaniesz drogi przyszły pracowniku jak: sprzedasz 10 produktów za 1.000zł każdy w ciągu miesiąca, albo jeśli przepracujesz w danej firmie 3-4 miesiące (tak pracujesz za najniższą krajową)….
Pomijając sprawę doświadczenia. Jak pięknie nazywają się wolne stanowiska. Cudo!!
w jednej z firm: asystent pośrednika biura nieruchomości. ASYSTENT, a nie jak się później można było dowiedzieć Pośrednik biura nieruchomości. Całkowicie dwa różne stanowiska.
Albo DORADCA KLIENTA. Doradca jak sama nazwa wskauje doradza. DORADZA , TŁUMACZY zagubionym duszyczkom a nie dzwoni po biednych ludziach kiedy jedzą obiad lub pracują i zachwala produkty danej firmy.
A piękne było np INŻYNIER SPRZEDAŻY (ja na prawdę myślałam, że aby zostać inżynierem trzeba się dość długo męczyć na studiach) - a zakres obowiązków patrz Doradca Klienta.
Account Manager jak ślicznie to brzmi. Zakres obowiązków to: budowanie i utrzymywanie szeroko pojętej współpracy z klientem. Jak się dowiedziałam musiałabym zostać przedstawicielem handlowym firmy.
Mamienie ludzi szukających pracy cudownymi nazwami, całkowicie niezgodnymi opisami wykonywanej pracy - na rozmowie wszelkie niedomówienia się rozwiewają, albo już podczas podpisywania umowy dowiadujemy się, że “zapomniano” nam powiedzieć o jeszcze kilku sprawach związanych z otrzymaną posadą to wg mnie świństwo.
I dlaczego pracodawcy dziwią się, że nikt nie chce pracować i że uciekają ludzie za granicę?
No na prawdę cieeekawe.

czerwiec 16, 2008 @ 8:57 pm
Po prostu NIC DODAĆ NIC UJĄĆ