Jestem zła.
Obolała.
Chora.
Poszłam po południ z tymi pięknymi objawami do przychodni (a jestem tam raz na ruski rok), żeby spytać się, czy jakiś lekarz mnie przyjmie.
Mam się spytać. OK.
Ledwo wchodzę po schodach, bo ból jest dość duży, czekam na wyjście pacjenta i grzecznie pytam się czy pan doktor mógłby spojrzeć na mnie.
Odpowiedź: nie. Proszę się zapisać jutro bo dziś nie ma czasu.
Hmmm…
Podeszłam do innego lekarza, ale z fochem chciał mnie przyjąć – zawracam mu głowę. Tabletkę przeciwbólową proszę wziąć. Tłumaczenie, że nic nie dają nie odniosło sukcesu. Do niego na pewno nie pójdę, bo w gruncie rzeczy pomijając inne czynniki, wolałabym wiedzieć co mi jest.
Zeszłam do pani w rejestracji. Mówię, że pan doktor nr2 się nie nadaje, ale czy mogę się dziś zapisać na jutro do doktora nr 2.
Ona na to: niestety nie, wszystkie wcześniejsze miejsca już są zajęte. Proszę przyjść jutro o 7 i się zarejestrować.
Hmmm… tłumaczę pani, że mam poważne problemy z chodzeniem i naprawdę bardzo źle się czuję.
Może telefonicznie mogłabym się zapisać??
Ona na to: jeśli się pani dodzwoni…
No ja nie mogę…
Nie poszłam oczywiście. Jestem chora, źle się czuję i nie mogę się ruszyć.
W drugiej przychodni dokładnie ta sama historia.
Śmiesznie bo kiedyś nawet rano poszłam i nie było miejsc do lekarza. Dostałam się na następny dzień a pani doktor z krzykiem dlaczego wcześniej nie przyszłam bo mam zapalenie oskrzeli….”proszę pani” -mówiła do mnie – “gdyby pani wczoraj przyszła było by lepiej”…
DAJCIE ŻYĆ.
Przepraszam bardzo wszystkich, ale za co ja płacę składki??
Za to, że jak raz na 2 lata pójdę do przychodni to nie dostanę się do lekarza?
Że jakaś stara babcia, która przychodzi co drugi dzień i ma czas stać w kolejce do rejestracji zajmie moje miejsce?? A jeśli mój ból pleców, kaszel i trudności z oddychaniem (taaa… jak wszystko to na raz mi się zwali), to zapalenie płuc albo inne badziewie??
Ja rozumiem, że lekarz też człowiek. Ale może niech sobie przychodnie nie folgują za bardzo w sprawie zapisów pacjentów… żeby do lekarza specjalisty trzeba było czekać od dwóch do trzech miesięcy?? Żeby nie móc dostać się do lekarza (dobrego lekarza)??
Paranoja.
Jedyne co mi zostało to chwycenie za telefon i skorzystanie ze znajomości.
Idę dziś do lekarza. Od razu mnie przyjmie. Bez problemu. W przychodni.
Tylko po co płacić te składki…. skoro i tak i tak, albo trzeba za wizytę zapłacić w prywatnym gabinecie albo uciekać się do znajomości.
