Szlakiem Gdyńskich imprezowiczów
Opublikował/a kozlowskagnieszka w dniu 4 styczeń, 2008
Jest godzina 20:00. Sobota. Centrum handlowe Batory w Gdyni, punkt
spotkań młodych ludzi, przed nocą pełną wrażeń. Z głośnych, roześmianych
rozmów od razu można usłyszeć kto gdzie idzie. My, studentki Wyższej
Szkoły Komunikacji Społecznej wraz z przyjaciółmi, również wybraliśmy to
miejsce, które stanowi nasz punkt startowy do dzisiejszej nocnej
zabawy, polegającej na wytypowaniu najlepszych gdyńskich klubów.
Grupka bardzo młodych ludzi wybiera się do Mandragory. My jednak wiemy,
że akurat dziś z pewnością tam nie wylądujemy. Mandragora z ciekawym
wystrojem, bardzo dobrą muzyką i różnymi imprezami niegdyś pretendent
do drugiego Sfinksa, niestety po zmianie właściciela przekształcił się w
imprezownię dla osób poniżej 21 roku życia, barmani przestali zawracać
sobie głowę klientami a imprezy już nie są takie jak kiedyś.
My postanowiliśmy wybrać się najpierw do pubu, żeby wprowadzić się w
dobry nastrój przed klubowym rajdem po mieście. Najlepszym wyjściem w
piątki czy soboty, jest rezerwacja miejsca w pubie, bez tego znalezienie
kilku wolnych krzeseł graniczy z cudem.
Wpadliśmy do Donegala – typowo irlandzkiego pubu, miejsc oczywiście nie
było, ale od czego ma się znajomych za barem? Posiliwszy się Guinessem
specjalnością zakładu, powędrowaliśmy dalej. Cyganeria zapchana po
brzegi. Mnóstwo stałych bywalców niemal uniemożliwiło nam wejście do
najstarszego chyba, lokalu w Gdyni. Każdy fotel, kanapa czy krzesełko
zajęte było przez roześmianych młodych ludzi. Zmarznięci wpadliśmy do
De’KaDenCJi i równie szybko stamtąd wyszliśmy. Ciekawie urządzony, z
wygodnymi narożnymi kanapami pub, oblężony został przez małolaty i
muzykę z Manieczek. Nie, to nie dla nas.
Postanowiliśmy wpaść do świeżo wyremontowanego, większego Contrastu co
prawda drogi trzeba było nadłożyć bo pub mieści się na bulwarze, ale
czego się nie robi dla rozrywki i dobrego piwka? Zresztą nie tylko my
wpadliśmy na ten pomysł, grupki studentów Akademii Morskiej raźno
wędrowało w tą samą stronę co my.
Weszliśmy. Mimo powiększenia Cafe Contrast , cudem udało nam się znaleźć
stolik, dla powiększonej tym razem brygady po drodze znalazło się
kilka osób chętnych do imprezowania. Constrast nic się nie zmienił,
nadal morskie klimaty przypominają nam o tym, że jesteśmy nad morzem, ci
sami barmani i barmanki, ogólny luz, szkoda tylko, że studenci tańsze
piwko mają tylko od poniedziałku do piątku do godziny 16 cóż trudno się
mówi, i żyje dalej.
Z podsłuchanych rozmów już wiedzieliśmy gdzie nie znajdziemy miejsca :
Tawerna zapełniona, a na Pokład jak zwykle kolejka. Klub przyciąga
klientów oryginalnym , morskim wystrojem, dużym parkietem i wieloma
miejscami do siedzenia. Muzyka niczego sobie dla każdego coś się
znajdzie szkoda tylko, że soboty takie drogie – bo sam wjazd kosztuje
20 zł. Trudno tam studenci wybierają się w środy : nie dość, że tańsze
piwko to i malucha można wygrać.
Wreszcie po rozgrzaniu się i ponownym przemyśleniu nocnych planów,
postanowiliśmy nie iść do Elypse Club.Tam chłopacy zapłaciliby 20 zł za
wstęp, poza tym do tego orientalnie urządzonego klubu, gdzie drinki
wabią kolorami, ciągną same małolaty i dziewczyny. Nic ciekawego bawić
się wśród (nie)ubranych dość skąpo dziewczynek i pewnych siebie
mężczyzn. Odpada także Bulaj, mieszczący się koło akademika Akademii
Morskiej, który kiedyś przyciągał faktycznie studentów, teraz proszę
patrzeć wyżej.
Odpada na pewno dyskoteka gdzie bawią się podstarzali playboye czyli
Capitan Cook, zresztą ochrona pozostawia wiele do życzenia.
Ominęliśmy The Dockers Inn, gdzie Brytyjskie klimaty sprzyjają
kontemplacji przy angielskim piwku i obsługa szybka, miła i przyjemna
spełnia niemal każdą zachciankę.
Ruszyliśmy na podbój parkietu, niewiele nam miejsc zostało. Do
Bukszprytu nie chciało nam się jechać, poza tym nikt nie mógł
zagwarantować, że tego dnia, ten stary klub Akademii Morskiej uraczy nas
ciekawym klimatem.
Otwarta kilka miesięcy temu Cafeteria przyciągnęła nas nie tylko
sympatyczną obsługą, smacznymi drinkami i dj-em grającym muzyczkę na
żywo, ale także bardzo ważnym aspektem: wstęp od 21 lat.
Około godziny 2 postanowiliśmy wymknąć się jeszcze na chwilkę do Taboo.
Tam jak zwykle mnóstwo ludzi, z których pieniądze niemal ciekną, żadnych
dresów ani innych niepożądanych osób. Nawet za wstęp udało nam się nie
płacić. Co było wielkim plusem tej nocy. Miejsca do siedzenia brakowało,
ale przecież do klubów nie chodzi się siedzieć.
Wydaliśmy ostatnie pieniądze, straciliśmy ostatnie siły i po 4
doczołgaliśmy się gromadą na przystanek.
Wieczór był udany. Razem z nami koczowało na przystanku, jak zwykle
mnóstwo zmęczonych ludzi.
Może Gdynia nie jest wielkim centrum imprez jak Sopot czy Gdańsk, nie ma
wielu klubów i przebierać jak w ulęgałkach nie można, ale powoli,
powolutku inwestorzy zaczynają zauważać, że w mieście marzeń i snów nie
mieszkają sami starzy ludzie, i coś zaczyna się dziać. Jeszcze wiele lat
trzeba będzie poczekać żeby zamiast do Sopotu, ktoś wybrał się na
imprezę do Gdyni, ale wierzymy, że takie czasy nadejdą. Już teraz można
wybierać z około 48 pubów, 20 klubów/dyskotek i 3 klubów studenckich

Viv powiedział/a
Super tekst dla imprezowiczów
Bardzo przydatny przewodnik nocnego gdyńskiego życia. Nareszcie wiem gdzie warto w Gdyni wybrać się z przyjaciółmi. Dzięki i pozdro
Tobi powiedział/a
pamietajmy o Gdansku. calkiem blisko a kluby tez niczego sobie
Agnieszka powiedział/a
Nie jestem z Trójmiasta, ale jak się wybiorę na dłużej to imprezy tylko w Gdyni!
ga-eta powiedział/a
Dobrze powspominać dawne studencjkie życie. Poznało się trochę tego i tamtego miejsca, ale wspomnienia wracają, tym bardziej teraz. Gdzie indziej były takie imprezy , gdzie indziej poznawało się ludzi i chodziło ze znajomymi, jak nie do tych naszych Gdyńskich klubów.
krugo powiedział/a
bardzo ciekawy artykuł…apropo Kontrastu to w tej chwili przypomina stodołę, nie mówiąc o tym , że cięzko sie tam rozmawia, a już jak gra zespoł to jest po całości do rozmawiania…
z wazniejszych miejsc do imprez poleciłbym równiez desdemonę i barbados( w tym ostatnim byłem co prawda tylko raz, ale w tłoku ujdzie)
patriciag powiedział/a
Nic tylko wybrać się na clubbing :-p
Tobi powiedział/a
no co za gdyncscy fanatycy
gdansk te ma niezle kluby. zreszta porownujac imprezy na jakich bylem w gdyni z tymi z gdanska, gdansk zdecydowanie te porownania wygrywa. Najlepszy klub w jakim bylem to Medyk
to byly czasy
anka powiedział/a
baaardzo fajny tekst:) ale fakt, jeszcze wiele wody w rzece upłynie zanim będziemy mogli konkurować z Sopotem:(
BaZZia powiedział/a
Ten szlak wydaje mi sie dziwnie znajomy